Ale ten czas leci, czyli minęło już 5 lat od przeprowadzki do Australii…

11

Od mojej przeprowadzki do Australii minęło już 5 lat. Dokładnie 5 lat temu obroniłam pracę magisterską na uczelni w Gdańsku i dwa dni później, po raz kolejny wyleciałam  do Australii. Tym razem już na stałe, z biletem w jedną stronę…

Jeśli jesteście czytelnikami mojego bloga, to na pewno wiecie, że postawiłam wszystko na jedną kartę i za głosem serca przeprowadziłam się na antypody. Życia na emigracji miałam okazję zasmakować już od 17 roku życia, kiedy wyjechałam do szkoły w Danii, a następnie na 3 letnie studia do Anglii.

Emigracja do Australii była i jest dla mnie czymś zupełnie innym, z góry zakładałam, że wyjeżdzam na stałe, a nie jak w przypadku poprzednich wyjazdów na kilka lat. Mieszkając w Anglii, do rodzinnego Gdańska miałam przysłowiowy ‘rzut beretem’. Bilety kupowałam po promocyjnych cenach i latałam w rodzinne strony kilka razy w roku, a zaraz po zakończeniu roku akademickiego wracałam do domu.

Początki w Australii

Mieszkając w Australii, niestety nie mogę sobie pozwolić na tak częste wypady do Polski. Przez pierwszych kilka lat i wyjazdów do Polski, wracałam do Australii zalana łzami. Nie tylko dlatego, że tęsniłam za rodziną i znajomymi, ale również za moim życiem, przyzwyczajeniami i ulubionymi miejscami w Gdańsku, których w Brisbane jeszcze nie miałam. Po każdym powrocie do Australii przez około dwa tygodnie miałam chandrę i od nowa musiałam przyzwyczaić się do mojego nowego, australijskiego życia.

Początkowo w Australii miałam problemy ze znalezieniem pracy w zawodzie, ponieważ studia pedagogiczne, które skończyłam w Anglii i Polsce nie spełniały australijskich wymagań. Z jednej strony byłam trochę zawiedziona, z drugiej jednak nie do końca byłam przekonana, że chcę pracować z dziećmi. Najlepszym rozwiązaniem wydawało się pójście do szkoły i zdobycie nowych umiejętności w innej dziedzinie, dzięki którym miałam nadzieję dostać nową pracę. W końcu kilka dodatkowych lat na studiach to nic w porównaniu z długimi latami pracy, które jeszcze przede mną.

Zaczęłam od kursu administracji biznesowej. W między czasie dostałam pracę w administracji szpitalnej i po roku awansowałam na stanowisko kierownicze. W pracy wszystko powoli zaczęło się układać. W zeszłym roku zaczęłam studia podyplomowe, aby dalej rozwijać się zawodowo. Studia ukończyłam w zeszłym miesiącu.

Czego nauczyła mnie emigracja

Emigracja nauczyła mnie cierpliwości i wymagała wielu wyrzeczeń oraz zmiany stylu życia i nawyków. To co kiedyś w ojczyźnie było dla mnie normalne, okazało się obce w nowym kraju. I odwrotnie. Czasami musiałam zrobić krok do tyłu, aby później zrobić pięć do przodu. Nie zawsze było kolorowo, musiałam się trochę napracować, żeby dostać się do tego punktu w życiu, w którym teraz jestem. Emigracja zmusiła mnie do wyjścia ze strefy komfortu, testowała i sprawiała, że podjęłam decyzje, których mieszkając w Polsce niekoniecznie musiałabym podejmować. Moja doświadczenia i przeżycia na pewno mnie wzmocniły jako człowieka.

Każdy przeżywa emigrację na swój sposób. Niektórzy mówią, że na emigracji człowiek nigdy nie będzie czuł się dobrze, swobodnie jak ‘u siebie’. Australia od 5 lat jest moim domem, od roku jestem Australijką i w żadnym wypadku nie czuję się inna lub gorsza. Po 5 latach mieszkania w Brisbane czuję się jak u siebie.

Mam wielkie szczęście, że trafiłam do Australii, w której czuję się bardzo dobrze, choć nie narzekałam na życie w Polsce. Tak naprawdę nie wiem, czy życie znowu mnie nie zaskoczy i kiedyś nie będę mieszkać gdzie indziej. Narazie mieszkam w Brisbane i próbuję to wykorzystać najlepiej jak się da. Podoba mi się australijski luz, jakość i styl życia. W wolnych chwilach zwiedzam Australię, której piękno ciągle mnie zachwyca. Próbuję skupić się na pozytywnych rzeczach, które sprawiają mi radość, a tak naprawdę mogłabym siedzieć załamana, że nie ma przy mnie rodziny, za którą bardzo tęsknię. Australia jest moim szczęśliwym miejscem na ziemi, ale nie chcę idealizować Australii, bo jak wiele razy podkreślałam, nie ma kraju idealnego i Australia z pewnością nie jest miejscem dla każdego. Gdyby tak było, to wszyscy chcieliby mieszkać w tym samym miejscu na świecie… możecie to sobie wyobrazić?

To, że ktoś mieszka w Australii nie oznacza automatycznie świetnego życia w raju. Znam ludzi, którzy mieszkają w Australii a ciągle chodzą naburmuszeni, ciągle jest im źle i nic im się nie podoba. Poza tym, Australia jest długa i szeroka i życie w każdym stanie mocno się różni. Życie w subtropiklanym Brisbane wygląda inaczej niż w Melbourne, w którym można zmarznąć zimą lub w Darwin gdzie cały rok jest gorąco. Raj to pojęcie względne. Tylu ilu jest ludzi na świecie, tyle będzie pojęć raju. Dla niektórych raj oznacza ciepło rodzinne i zdrowie, dla innych pracę i pieniądze oraz słońce przez cały rok, dla kogoś innego raj to poczucie bezpieczeństwa i widok na morze z kuchennego okna. Lista nie ma końca. Poza tym, niektórym do szczęścia potrzeba znacznie mniej niż innym. Niektórzy za raj uważają Polskę, Turcję, Anglię, Tajlandię a jeszcze inni Australię. Jednych ciągnie do wielkich miast, innych na wieś. Znam ludzi, którym wyjazd z kraju w ogóle nie przeszedł przez myśl. Każdy z nas ma inne wyobrażenie o pięknym życiu i w tym tkwi całe piękno. I właśnie dlatego jesteśmy rozsiani po całym świecie.

Ja znalazłam swoje miejsce na ziemi w Brisbane, a może po prostu przystosowałam się do tutejszego życia? Kto wie, czy tak samo nie mówiłabym o innym kraju? 

Australijczycy mówią: grass is always greener on the other side, czyli w tłumaczeniu na polski: wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Na szczęście to powiedzenie nie sprawdza się w moim przypadku. Jestem szczęśliwa tu gdzie jestem. Oczywiście jest mi bardzo ciężko wylatując z Polski i żegnając się z rodziną, ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Myślę, że tęsknota za rodziną nigdy mnie nie opuści, bo jak można zapomnieć o rodzinie?

Po wakacjach, kiedy wracam do Brisbane, mojego nowego domu, jestem szczęśliwa. Zaraz po przylocie wpadam w mój codzienny rytuał, idę do pracy, na siłownię, ulubionej kawiarni i spotykam się ze znajomymi. Po 5 latach życia w Australii, po prostu czuję się tu jak w domu. Oby więcej takich szczęśliwych lat, nieważne gdzie, ale żeby były równie udane.

Jakie jest Wasze zdanie na temat emigracji?

 

11

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Komentarze do “Ale ten czas leci, czyli minęło już 5 lat od przeprowadzki do Australii…”

  • Kasia says:

    Fajny post Karolina! Ja dodam swoje 5 groszy bo mi również mija piąty rok w Australii. Emigracja jest ekscytująca ale zawsze ciężka. Australia jest moim piątym krajem ( !!!) i dodam, że najcięższym pod względem emocjonalnym, zdecydowanie nie dla miękkich serc! 😊 Najlepiej nie traktować tej emigracji jak coś na stałe i nie na zawsze ponieważ zmieniamy się z czasem i sytuacja rodzinna też może nam się zmienić, więc trudno założyć co będziemy czuli w przyszłości. Traktować tą emigrację jako niesamowitą przygodę, lekcję i etap w życiu. Ja bardzo lubię Australię ale jej nie kocham na tyle by zostać tu na zawsze. Słucham głosu wewnętrznego który mówi mi, by w niedalekiej przyszłości wracać do Europy, gdzieś bliżej domu i rodziny. Ale to tylko ja, każdy jest inny. 😘😘

    • Karolina says:

      Super napisane, pewnie, że każdy jest inny. Znam ludzi, którzy nigdy nie myśleli o wyjeździe z kraju a inni co chwilę są w innym miejscu i nie mogą nigdzie usiedzieć. Najważniejsze to żeby być szczęśliwym, nieważne gdzie 🙂 Pozdrawiam! 🙂

  • Australove says:

    To już 5 lat? Szybko zleciało! Najważniejsze jest to, że jesteś szczęśliwa! Ja swojego miejsca szukałam bardzo i w końcu się udało. Poza Polską mieszkam już ponad dwa lata i wydaje mi się, że należę do grona niewielu osób, które nie odczuwają tęsknoty. Ten typ tak ma 🙂

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane