10 rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Australii

0

Wpis ten powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Członkinie klubu piszą, do czego nie mogą się przyzwyczaić w krajach, w których mieszkają. Ja piszę oczywiście o Australii.

Od wielu z Was słyszę: ale Ci zazdroszczę tej Australii. Przyznaję, uwielbiam Australię i tutaj powoli układam sobie życie, ale też jest kilka rzeczy, które mnie wkurzają i jeszcze się do nich nie przyzwyczaiłam. Ale kto wie, może kiedyś:

1. Australia jest odizolowana od reszty świata. Daleko i drogo do Polski. Sam przelot w jedną stronę zajmuje ponad 24 h, jeśli uda się kupić bilet z dobrymi przesiadkami. Mój najkrótszy lot liczył 31 godziny. O wypadach do innego kraju na weekend możemy zapomnieć. Z tyloma kilometrami wiąże się brak częstych możliwości odwiedzin rodziny i znajomych w Polsce.

2. Szybko robi się ciemno! W Brisbane zimą robi się ciemno około 16-17, a latem już około 19.00. Jak widzę gwiazdy na niebie, włącza mi się opcja spania. Z trudem udaje mi się dotrwać do 21.30. W Sydney i Melbourne następuje zmiana czasu, więc latem słońca zachodzi tam trochę później. Tęsknię za długimi letnimi wieczorami.

3. Rodzina i znajomi. Takie długie i ciemne wieczory czasem skłaniają do refleksji. Niestety rodziny i przyjaciół nie da się zastąpić. Mam oczywiście znajomych, ale nie znamy się od 20 lat jak stare konie. Czasem serce płacze, że nie mogę być w Polsce z rodziną na święta albo omija mnie kolejne ważne wydarzenie lub impreza.

4. Kocham i love. Słowo kocham jest tu często używane. Do rodziny, znajomych, ludzi na ulicy. Myslę, że z grzeczności, bo chyba nie można każdego kochać? Dla mnie to nadużywanie tak pięknego i mocnego słowa. Czuję się niezręcznie, jak osoby, które znam od niedawna, mówią mi na pożegnanie, że mnie kochają.

5. Brak spontaniczności. Wydaje mi się, że Australijczycy lubią planować i przez to brakuje im spontaniczności. W środę piszę znajomych sms, czy chcą się spotkać na weekend to piszą, że chętnie, ale nie w ten weekend bo już mają plany. Piszę ok, następny? Też nie. W sumie do końca miesiąca już są zajęci.

6. Gorące święta. Nic dodać nic ująć. Nawet piosenki o bałwanie i śniegu nie mają sensu w 40 stopniowym upale.

7. Chorobowe. W więkoszości firm przysługuje Ci 10 dni chorobowego. Jak jesteś dłużej chory i nie masz uzbieranych godzin (bo w niektórych firmach trzeba uzbierać godziny) to nie dostaniesz wypłaty za te dni. A do tego,  panadol wydaje się być lekiem na wszystko.

8. Filmy w kinie. Nie ma w czym przebierać – chodzi o ilość i jakość.

9. Sklepy są szybko zamykane. Około 17-18 pocałujemy klamkę w sklepach. Jeden dzień w tygodniu sklepy są otwarte do 21.00, tzw. late night shopping. Super sprawa dla sprzedawców, którzy wieczory mogą spędzać w domu, ale gorzej dla tych, którzy pracują do późna i na zakupy mogą wybrać się dopiero wieczorem. Ale zawsze zostają weekendy.

10. Wilgotność w Brisbane latem – słońce parzy i jest gorąco – to jakoś zniosę. Ale tego, że po wyjściu z domu lub pomieszczenia klimatyzowanego człowiek od razu się poci jakby przebiegł maraton nie znoszę!

Australia jest cudownym krajem, ale też ma swoje mniejsze lub większe wady. W końcu nie ma kraju idealnego.

Ten tekst powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie.

 

0

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Komentarze do “10 rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Australii”

  • Małgosia says:

    to nie dla mnie, muszą być pory roku, długo widno latem, deszcz jesienią i śnieg zimą i sklepy dłużej otwarte, niekoniecznie w sobotę i niedzielę

  • Anonymous says:

    Wszystko sie zgadza..szczególnie pkt 12368 i 10. ☀️

  • Jarek says:

    Mnie to wcześnie zachodzące słońce też trochę przeszkadzało.
    A jeśli chodzi o o godziny otwarcvia sklepow, to popieram australijski system, u nas to przegięcie w drugą stronę. Kazdy ma prawo do normalnego życia. A podoba Ci się życie towarzyskie rano przed pracą (spotkania w knajpeczkach przy śniadani) ?

    • Karolina says:

      Każdy lubi coś innego. Czasem drażni, że nie można zrobić zakupów po pracy, ale z punktu widzenia sprzedawcy to super system. Ludzie na kawie i śniadaniu to typowy widok w Brisbane 🙂

  • Paulina says:

    Troszke jak w USA i troche jak w UK… np. mieszkalam w USA w takim stanie, ze zima chodzilo sie w japonkach. A czasem mialam ochote zalozyc kozaki i plaszcz i nici z tego.No i latem jest wilgotno i baardzo goraco. Na Zachodzie tez wszyscy wszystko kochaja nawet nieznajomych. a paracetamol na wszystko w UK? i brak spontanicznosci w USA- tez trzeba sie umawiac ze sporym wyprzedzeniem. tyle, ze doleciec mozna do Europy o polowe szybciej. pzdr.

    • Karolina says:

      Też to zauważyłam w Anglii jak byłam na studiach. Może my po prostu jesteśmy chłodnym narodem 😛

      • Paula says:

        A ja mysle ze bardziej Anglicy sa chlodni, wrecz ciezko a jakis bliskich znajomych niz w Polsce. Tak samo w USA, przyjaciel to fikcja. W Polsce, ludzie sa bardziej otwarci ale potrzeba im troche czasu aby sie otworzyc. Gdzie nie spotkam swoich znajomych Polakow to zaraz sie obciskujemy i calujemy trzy razy w policzki, tak samo jak Wlosi, nie udajemy. A moi znajomi Nowo Zelanczycy czy Brytyjczycy stoja i tylko sie patrza bo nie dowierzaja i mowia ‘Awkward’. Ale trzeba przyznac, Anglicy sa chlodnym narodem, dlatego mysle ze wole rozmawiac z ludzmi z USA czy tez Nowej Zelandii, sa bardziej przyjazniejsi. Chociaz Amerykanie sa spontaniczni tak samo jak Polacy. Polaka chociaz zajmuje troche wiecej czasu poznanie kogos, ale dla niego przyjaciel czy rodzina to nie fikcja i bardziej to pielegnuje. Niz umawianie sie na brunch czy lunch jak jest taka potrzeba, albo cos od kogos chcesz w wypadku jak jest z Anglikami czy tez z Amerykanami.

  • Andzia says:

    Każdy z nas sam decyduje gdzie spędza życie i nikt nie zmusza nas do emigracji na sam koniec świata. Decyzja taka jest świadoma zawsze jest alternatywa, Portugalia, Hiszpania nawet lot do Dubaju zajmuje 5 godz wiec i nawet tam można zamieszkać a nie znaleźć sobie najdalszy zakątek świata i potem marudzić, bo daleko do rodziny. W naszym kraju zimą też szybko się robi ciemno tak samo jak w Australii, Sklepy są zamykane wcześniej i to jest super bo każdy ma wieczory dla siebie i dla bliskich a nie siedzi jak u nas do 23 w pracy i nawet nie może pozwolić sobie na rodzinną kolację bo mąż wraca jak żona szykuje się już spać. Ja będąc na wakacjach korzystałam z australijskiej służby zdrowia i złego słowa nie mogę powiedzieć poszłam tego samego dnia i po 20 minutach zostałam przyjęta i otrzymałam skierowanie na bardziej specjalistyczne badania, które w Australii okazały się tańsze niż w Polsce. Jeżeli chodzi o pogodę, to każdy kto przybywa do Australii zdaje sobie sprawę, jaki jest tu klimat. Jak się komuś nie podoba to może zostać w Polsce i klepać dalej bidę i pracować do bladego świtu za 2 tyś miesięcznie przy dobrych wiatrach, a kolejki w naszej służbie zdrowia jak były tak są. Dlatego przestańcie narzekać, ponieważ standard życia w Australii jest o wiele wyższy niż w Polsce

    • Karolina says:

      Andzia, na “marudzeniu” ten post ma polegać. Polecam zapoznać się z pierwszym akapitem tekstu (i wpisami na innych blogach z tej serii) 😉

      Mi się podoba 🙂 Widzę, że dużo się pokrywa z innymi wpisami osób, które wyemigrowały do krainy kangurów 🙂 Pozdrawiam!

      • Karolina says:

        Trochę się musiałam nagłówkować nad tymi punktami. Tyle marudzenia, ale nie oznacza to, że nie lubię Australii 🙂

    • Karolina says:

      Zgadzam się! Ja zadecydowałam o wyjeździe do Australii, co było najlepszą decyzją w moim życiu i jej nie żałuję. Myślę, że trochę źle odebrała Pani ten artukuł. Nie narzekam, że nie chce tu mieszkać. Piszę bloga bo uwielbiam ten kraj, co też często zaznaczam. Australia jest piękna pod wieloma względami i ma mnóstwo zalet, ale jak każdy inny kraj ma też jakieś minusy. A jak nie minusy to po prostu rzeczy, do których ja jako Polka nie mogę się przyzwyczaić, bo ponad 20 lat święta spędzałam zimą, często przy śniegu, a nie w upałach. Ale czy to powód dla którego nie chcę tu być? Nie, po prostu ciężko się przyzwyczaić.
      Ostatnio byłam w szpitalu przez 5 dni i złego nie powiem o służbie zdrowia, od lekarzy, po pielęgniarki do personalu sprzątającego, każdy świetnie wykonywał swoją pracę. Nie wiem gdzie to Pani przeczytała. Pisałam o chorobowym, które zależy od pracodawcy, nie służby zdrowia.

      Pogoda – hm, jest po prostu gorąco i ponownie, w Polsce z takimi upałami i wilgotnością nie miałam do czynienia, więc jest mi ciężko się przyzwyczaić. Śmiesznie, bo ile razy w Polsce słyszałam: ale zimno! a latem: ale gorąco! A pogoda co roku taka sama.
      Ani razu nie napisałam, że nie chcę mieszkać w Australii albo że chcę wracać do Polski, więc komentarze w stylu: możesz zostać w Polsce jak Ci się nie podoba są trochę nieadekwatne do mojego artukuły.

      Australia według mnie to jedno z najlepszych państw do mieszkania i nie zamieniłabym mojego życia tutaj na inne, ale bądźmy realistami nie jest wszystko jest różowe. Z resztą nigdzie jest idealnie.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

    • Anonymous says:

      Zgadzam sie dokładnie ,nikt nas tam w Auatralii nie trzyma na sile,sami chcieliśmy tam żyć ,wiec przestańmy narzekać , to troche nie tak

      • Karolina says:

        Nie narzekam, tylko piszę o tym do czego jeszcze się nie przyzwyczaiłam, czyli o różnicach jakie zauważam między Polską o Australią. Pozdrawiam.

  • Ala says:

    Plusy dodatnie i ujemne, o tych drugich dowiedziałaś się żyjąc w AU 😉

  • Emilia says:

    To prawda ze slowem ‘love’. W jezyku angielskim jest je zdecydowanie latwiej wypowiedziec, w jezyku polskim to rzadkosc! Love 😉

  • Anonymous says:

    Ja tez mieszkam w Australii ale nie mam wcale takich odczuc. Moze Melbourne jest w inner kategorii

  • Anonymous says:

    dziesiątego punktu też bym nie zniosła, choć chciałabym spróbować 🙂

  • Joanna says:

    dziesiątego bym nie zniosła, ale chciałabym spróbować to poczuć 🙂

  • Anonymous says:

    Z tych wszystkich punktow to tylko mi przeszkadza to ze wczesnie sie ciemno robi a reszta mi pasuje.

  • Jk says:

    Skoro Brisbane ci nie odpowiada, przeprowadz się do Perth 🙂

  • Golal says:

    Nie zgadzam sie z punktem 5. Ludzie w Australii maja bujne zycie towarzyskie dlatego nie siedza w weekendy przed telewizorami tylko chodza na imprezy, spotkania, kolacje. Nijak sie to ma do spontanicznosci. Wiem, bo mieszkam tu juz kilka lat i tez mam plany na kilka nastepnych weekendow

    • Karolina says:

      Hej Golal, nie musisz się ze mną zgadzać 😉 Zdziwiłabym się, gdyby każdy się z każdym zgadzał. Nie mówię, że Australijczycy nie mają bujnego życia towarzytskiego, wręcz przeciwnie – mają, ciągle wychodzą na miasto, kawę czy kolację. Tak jak piszesz, nie siedzą w domu przez telewizorem, ciągle gdzieś wychodzą i mają plany na kilka następnych tygodni, więc jak piszę do nich, czy mogą się spotkać w nadchodzący weekend już mają plany, bo według mnie lubią planować z wyprzedzeniem.

  • Andrew says:

    Hej, Karolina postanowiłem troche namieszać kijem w mrowisku w odpowiedzi na twój artykuł i napiszę tu o 10ciu powodach dla których nie lubię Australii. Mam paszport polski, australijski i amerykański. W 1991ym roku opuszczałem Australię po dziesięciu latach pobytu jadąc do USA właściwie w ciemno na wizie turystycznej. Byłem tak wściekły na kraj na Antypodach że chciałem przepuścić mój australijski paszport przez muszlę klozetową. Opuściłem Polskę tuż przed stanem wojennym jako student, i studia skończyłem już w Australii. Kiedy kończyłem studia w Melbourne w 1985 nie mogłem znalęźć pracy, bo jako 26latek byłem za stary dla pracodawców którzy otwarcie mi o tym mówili. A więc dalej pracowałem jako taksówkarz, na budowie, w fabryce itd.. No, ale powody. Oto one:
    1. Chamstwo zaskakująco dużej procentowo części Australijczyków. Z pośród wszystkich krajów zachodnich ( a zwiedziłem ich dużo) uważam że w Australii mieszka procentowo najwięcej ludzi po prostu grubiańskich i niedouczonych. Ciągłe pytania typu „ You are a wog, right”, albo „what did you come here for?”, i jeszcze gorsze których nie wypada powtarzać, mogły naprawdę doprowadzić do szału. Nie muszę dodawać że nie dawałem tym ludziom żadnych powodów do tak chamskiego zachowania. Wielu Australijczyków dawało mi do zrozumienia że Australia to najlepszy kraj na świecie, ale ja i tak mogę się ubiegać o dobrą pracę dopiero w drugiej kolejności, po nich oczywiście. Dopiero w USA poznałem co to jest prawdziwa uprzejmość i chęć niesienia pomocy. Amerykanów nie obchodzi to że masz akcent, czują się zaszczyceni że przybyłeś do nich, i tu się dowiedziałem że jestem Sir bez potrzeby pasowania przez królową brytyjską (ciągłe „thank you, Sir” „have a wonderful day, Sir” itd.). To naprawdę podnosi na duchu. Po za tym Amerykanin przenigdy nie zadałby pytania „what did you come here for?”, i o dziwo nie wspominają wogle że USA to najlepszy kraj na świecie.
    2. Brak perspektyw zawodowych. Niezależnie jak się starałem, w Australii wydawało mi się że rezultatem jest „spinning the wheels” czyli „nothing”. Gdy w końcu znalazłem pracę w moim zawodzie po studiach (po roku szukania!), szybko się przekonałem że lepsze pozycje są po prostu zarezerwowane dla swoich z własnej kliki, a nie dla jakiegoś tam emigranta.
    3. Daleko od centrów kultury światowej, a właściwie daleko od wszystkiego.
    4. Jednostajność flory i fauny, małe zróżnicowanie krajobrazów, brak prawdziwych gór. To prawda, Australia ma wspaniałe plaże i Barrier Reef, pustynnie w środku, oraz Park Kakadu, i to właściwie wszystko. Pamętam do dziś jaki byłem zszokowany gdy pierwszy raz odwiedziłem Stany poprzez Hawaje do Kalifornii. USA mają dopiero zapierające dech krajobrazy, ogromne parki narodowe itd, niesamowitą różnorodność fauny i flory. To chyba jedyny kraj na świecie który obejmuje strefę arktyczną i tropikalną. Moje ulubione stany do zwiedzania: Alaska, Hawaje, Montana, Idaho, California, Oregon, Arizona, Colorado, Washington, Utah, Florida.
    5. Brak spontaniczności. To już wymieniłaś Karolina.
    6. Sklepy szybko zamykane. Nie tu w USA,wiele czynnych 24/7.
    7. Wilgotność powietrza w Australii. W USA na wschód od Gór Skalistych jest wilgotno, od Colorado na zachód zaczyna się wspaniały klimat z suchym powietrzem.
    8. Brak perspektyw biznesowych. Dla wielu Polaków w Australii szczytem marzeń było mieszkanie w blaszaku w Dandenong na tzw. welfare i pracowanie na czarno, nie widziałem Polaków którzy by się dorobili czegoś poważnego. Założenie biznesu prawie zawsze kończyło się plajtą. Szokiem w USA dla mnie było ilu Polaków jest właścicielami biznesów, mieszkających w olbrzymich domach. To chyba jedyny kraj na świecie, gdzie czujesz że jak ciężko pracujesz rezultat przyjdzie sam. W życiu bym nie uwierzył wtedy że mogę teraz być właścicielem biznesu wartego ponad 2 miliony USD, i mogę pracować 2-3 dni w tygodniu, bo biznes sam się kręci nadzorowany przez managera. Moim zadaniem jest sprawdzanie jak idzie. Upór, siła woli, ciężka praca dały wreszcie rezultaty o jakich tylko w Australii mogłem pomarzyć. Koniec ze „spinning of the wheels”.
    9. Pogarda dla róznorodności kultur. Dopiero w USA widać prawdziwą różnorodność. Natomiast Australijczycy chyba zasłużenie mają opinię najbardziej rasistowskich nacji na świecie. Dla nich Azjaci to „gooks”, Włosi i Grecy to „dagos”, Anglicy „pommies”, reszta Europejczyków to „wogs”.
    10. Oferta kulturalna na poziomie dla przedszkola. To chyba wynika z dużej odległości od wielkich centrów kulturalnych takich jak Nowy Jork, Paryż, Londyn, LA.

    Pozdrowienia z USA.

    • Karolina says:

      Cześć Andrew, wielkie dzięki za Twój komentarz, zawsze z przyjemnością czytam opinie innych. Mogę zapytać kiedy wyjechałeś z Australii? Wiadomo, że dla jednych Australia jest rajem, inni ją po prostu lubią, dla innych nie jest to kraj, w którym chcą mieszkać. Moje doświadczenie z Australią jest trochę inne, bo mieszkam tu od 2010 roku i myślę, że dość sporo się zmieniło od 1985 roku. Pierwsze słyszę, że Australijczycy są największymi rasistami, przez 7 lat nie spotkałam się z żadną osobą, która byłaby dla mnie niemiła ze wzgledu na moje pochodzenie lub język. Owszem, słyszy się o rasitach, ale to nie jest zjawisko obecne tylko w Australii, ale na całym świecie, również w Polsce, gdzie nie raz słyszałam obraźliwe hasła do obcokrajowców o innym kolorze skóry. Po prostu przykre. Jeśli chodzi o robienie kariery to wydaje mi się, że jest dość łatwo, ale nie wiem jak było xx lat temu więc nie mogę porównywać. Powiem Ci, że w styczniu tego roku byłam w Stanach i nigdzie (oprócz restauracji, gdzie kelnerzy liczą na napiwki i z tego żyją) nie byłam miło obsłużona. Bez uśmiechu. Naprawdę było przyjemnie wrócić do Australii, gdzie większość ludzi się uśmiecha i istnieje customer service na poziomie, ale oczywiście to moje zdanie. Każdy ma prawo do swojej opini, która często oparta jest na naszych doświadczeniach. Zgadzam się, że przyroda w Ameryce jest piękna i bardzo chcę tam wrócić. Pozdrawiam bardzo i jeszcze raz dziękuję za wpis. Może warto wrócić do Australii i zobaczyć jak teraz tu jest 🙂

      • Andrew says:

        Z Australii wyjechałem w 1991ym roku poprzez Hawaje gdzie pobyłem 3 dni, do Kalifornii, i dalej. Co do nieuprzejmości, chyba nawet najbardziej grubiańscy ludzie mają zahamowania w stosunku do kobiet, więc to trudno ocenić będąc kobietą. Co mnie wtedy uderzyło w Stanach, to niesamowita, pulsująca energia i przedsiębiorczość wielu ludzi. Oczywiście mieszkańcy dużych miast typu Nowy Jork czy LA mają opinię raczej aroganckich, natomiast wszędzie na prowincji spotkałem się z niesamowitą chęcią niesienia pomocy i uprzejmością. Dochodziło nawet do tego że gdy zabrakło mi benzyny w Idaho, lokalny Amerykanin wlał mi benzynę do baku, i nawet nie chciał słyszeć o zapłacie. Oczywiście,każda opinia zabarwiona jest własnymi doświadczeniami, ale jednak trzeba przyznać ż e Australijczycy mają wyobraznię jeśli chodzi o epitety (wogs, dagos, pommies itp.) w stosunku do innych nacji. Co do robienia kariery. Naprawdę, Australia nie jest dla przedsiębiorczych, rzutkich i pracowitych osób. Żaden z moich znajomych z Australii nie zrobił kariery, natomiast w USA mam wielu znajomych, właścicieli biznesów, multimilionerów itd. Znam nawet kilku Polaków, obywateli Kanady którzy pozakładali biznesy w USA i wolą Stany niż Kanadę. Stany są naprawdę piękne, jeśli wyjedziemy po za wielkie miasta.

  • Anna says:

    Hahha:D z tym panadolem sie zgodze 100% I z wilgotnoscia w brisbane. Mieszkam w Melbourne jest ktos chetny na kawe? Ania22lata:)

    • Karolina says:

      Jak byłam w Polsce to prosiłam o panadol i nie mogłam dostać, zapomniałam, że w Polsce popularny jest apap 🙂

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane