W stronę Queenstown

0

Do Nowej Zelandii na pewno wrócę. Poleciałam tam tylko na 5 dni i zwiedziłam wyspę południową, a w zasadzie Queenstown. Mam nadzieję, że kolejna wizyta będzie dłuższa i pozwoli mi odkryć wyspę północną i resztę wyspy południowej, której nie miałam okazji dokładnie poznać.

Do Christchurch przyleciałam wieczorem i o poranku wyruszyłam w drogę. Czekając na autobus z lotniska do hotelu nieźle zmarzłam. Cieszyłam się jak dziecko pakując ciepłą kurtkę, czapkę, kozaki, szalik i rękawiczki. W Nowej Zelandii była akurat jesień i temperatury wahały się między 5-15 stopni. Jak dla mnie super! Wysokie temperatury i wilgotność w Brisbane często mnie męczą dlatego bardzo cieszyłam się, że będę mogła oddychać rześkim powietrzem.

DSC_3106

Z rana, wyruszyłam do centrum Christchurch w poszukiwaniu miejsca na śniadanie. Jeździłam i jeździłam po centrum i wszędzie pusto. Pustki, żadnej żywej duszy i co jakiś czas przejeżdzałam przy zniszczonych i zaniedbanych budynkach i domach. Ten nieprzyjemny widok pozostawiło po sobie trzęsienie ziemi, które nawiedziło rejony Christchurch w 2011 roku.  Była to jedna z najbardziej śmiercionośnych katastrof naturlanych w Nowej Zelandii.

W końcu udało się znaleźć małą kawiarnię, oprócz mnie i mojego męża było jeszcze 4 gości. Z rozmów z mieszkańcami dowiedzieliśmy się, że odbudowa centrum zajmie bardzo dużo czasu i ludzie w strachu wyprowadzili się do innych miast. Smutna historia. Po pycha śniadaniu i ustaleniu drogi przy kawie wyruszyliśmy w drogę do Queenstown.

fg

DSC_3224

DSC_3235

Przed nami było z 600 kilometrów, czyli około 6 godzin jazdy. Jazda oczywiście się przedłużyła, bo co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby robić zdjęcia. Powiem Wam, że nawet w deszczu widoki po drodze były cudowne!

Mnie zachwyciły rosnące przy drodze ściany drzew, pola i łąki zapełnione owcami i góry pokryte chmurami. Nie bez powodu nazywa się Nowej Zelandię ‘Krajem Długiej Białej Chmury’. Dane z 2007 roku pokazują, że na jednego mieszkańca w Nowej Zelandii przypada 10 owiec, co jest światowym rekordem. Jadąc do Queenstown owce były praktycznie naszymi jedynymi kompanami podróży, drogi były puste. Co jakiś czas mignął nam samochód kempingowy.

DSC_3126

DSC_3133

Zatrzymaliśmy się przy jeziorze Tekapo (Lake Tekapo). Cudowne miejsce! Woda błękitna! Żałuję, że byłam tam wiosną, kiedy dookoła jeziora kwitnie fioletowy łubin nadający temu miejscu jeszcze wiecej koloru.

DSC_3180

DSC_3199

 

Następnym miejscem była mała miejscowość Cromwell, w której spotkałam się z koleżanką, którą poznałam studiując w Anglii. Rozmawiałyśmy przy kominku z kubkiem herbaty w ręku. Stęskniłam się za zimnem!

DSC_3259

Kolejnym przystankiem przed Queenstown było miasteczko górnicze Arrowtown. Tam z kolei zachwyciły mnie lasy liściaste otaczające główną ulicę. Pisałam, że byłam w Nowej Zelandii jesienią, możecie sobie wyobrazić grę kolorów na drzewach! Nie interesowały mnie żadne sklepy z pamiątkami i ubraniami z zawyżonymi cenami tylko właśnie kolorowa ściana drzew.

DSC_3273

Ostatnim postojem był most Kawarau, z którego można skakać na bungy. Skacze się z 43 metrów nad rzeką Kawarau, można wybrać opcję zanurzenia się w wodzie. Ja w sumie zostałam wrobiona w skok na bungy, ale ten wyższy z wysokości 134 metrów. O nim też na blogu.

DSC_3272

 

DSC_3269

Narazie to tyle o Nowej Zeladnii. Co za dużo do niezdrowo 😉 Następnym razem będzie tylko o pięknym Queenstown.

 

 

 

0

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Komentarze do “W stronę Queenstown”

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane