Polacy o przeprowadzce i życiu w Australii

11

Jak wygląda życie w Australii i o czym trzeba pamiętać przed przeprowadzką do Australii ?- to chyba najczęściej pojawiające się pytania na portalach społecznościowych.

Poniższy tekst ma celu pomóc rodakom rozważającym emigrację do Australii. Aby to osiągnąć i w obiektywnym świetle odpowiedzieć na powyższe pytania, poprosiłam o szczere opinie Polaków mieszkających w Australii. Proszę pamiętać, że wypowiedzi ankietowanych nie gwarantują, że Wasza przeprowadzka do Australii będzie wyglądała tak samo. Ankietowani opisują swoje doświadczenia związane z przeprowadzką i życiem na Antypodach. Należy pamiętać, że mamy różne wymagania i oczekiwania od życia, inaczej przeżywamy emigrację oraz rozłąkę z rodziną. Ponadto, proszę o uszanowanie odpowiedzi ankietowanych, każdy odpowiadał szczerze opierając odpowiedzi na swoich doświadczeniach.

W ankiecie wzięło udział 15 osób w przedziale wiekowym od 25 do 52 lat. Ankietowani mieszkają lub mieszkali w różnych częściach Australii i przeprowadzili się na Antypody w podanych latach: 1991, 1992, 2001 (3 osoby), 2007, 2012 (3 osoby), 2014, 2015, 2016 (2 osoby), 2017 (2 osoby).

 

Dlaczego zdecydowaliście się na przeprowadzkę do Australii?

Sylwia: To było nasze marzenie od czasów studiów. Wtedy niestety było to dla nas niemożliwe. Na szczęście po kilku latach nadarzyła się okazja (mąż dostał propozycję pracy w Brisbane). Nie wahaliśmy się nawet sekundy. Ciągneła nas przede wszystkim pogoda i przyroda. A to w połączeniu ze stabilną gospodarką i urzędowym angielskim sprawiło, że Australia była dla nas wymarzonym krajem.

Konrad: Głównie chęć doświadczenia jak żyje się w innym kraju. Braliśmy pod uwagę tylko kraje anglojęzyczne. Australia okazała się dość przyjazna jeśli chodzi o wizy. No i ciepły klimat nas skusił.

Kuba: Chęć okrywania świata, tutejszej przyrody, wejście na górę Kościuszki, poznanie Aborygenów, tutejszej kultury życia.

Asia: Przyjechałam jako 20 latka do męża, który wychował się w Australii.

Marek: Ja osobiście od dawna w Polsce czułem się nieswojo – głównie przez to, że ludzie w Polsce ciągle chodzą smutni, ciągle mają problemy i ciągle widzą problemy tam gdzie ich nie ma. Jak byłem młodszy to marzyłem trochę o USA – ale jakoś nigdy nie było mi dane tam wyjechać. Ale gwoździem do wyjazdu była jednak pogoda – po fajnych wakacjach na Kubie, wróciłem do Polski i było -23 stopnie zimą- postanowiłem zmienić kraj na taki, w którym nie ma zimy. Na początku szukałem pracy w słonecznej Kalifornii – jednak kolega mi podpowiedział, że mogę też szukać w Australii. Na początku byłem sceptyczny (tam w ogóle mają komputery?), a moja wiedza o Australii ograniczała się do wiedzy o kangurach, niebezpiecznych zwierzętach i stolicy, którą na tamten czas było dla mnie Sydney.

Emilia (prowadzi bloga Australopitek): Do przeprowadzki do Australii namówił mnie mąż, który od dawna marzył o życiu w krainie kangurów. Mąż zajął się formalnościami wizowymi i przygotowaniem wyjazdu.

Anonim: Australia marzyła nam się od dłuższego czasu, po paru krótszych wizytach postanowiliśmy spróbować na dłużej. Faktem decydującym były zmiany polityczne w Polsce i to, że nie mieliśmy w kraju materialnych zobowiązań (hipoteka, dzieci itp.).

Monika: Z ciekawości świata. Uznaliśmy, że łatwiej przeprowadzić się i zwiedzać tą część świata niż próbować  3-tygodniowych wakacji.

Angelika (prowadzi bloga A Dreamer’s Life): Australia stała się naszym domem przez zupełny przypadek. To nie było tak, że od dziecka z rozrzewnieniem zerkałam na mapę świata i marzyłam o przeprowadzce na Antypody. Zdecydował pragmatyzm. Przez 4 lata mieszkaliśmy w deszczowej Anglii i potrzebowaliśmy zmian. Pewnego dnia natknęliśmy się na informację o wizach Work and Holiday i stwierdziliśmy, że to idealne rozwiązanie dla nas. Oprócz podróżowania po kraju będziemy mogli również pracować w Australii, a jak już się zdążyliśmy przekonać to właśnie praca pozwala dostrzec prawdziwe oblicze danego kraju. Najzwyczajniej w świecie nagle zaczynamy żyć i borykać się z tymi samymi bolączkami co mieszkańcy danego kraju.

Andrzej: Ekonomia lat 90tych.

Ola: Z ciekawości świata, również dla pogody, stylu życia i innej mentalności.

Anonim 2: Ze względu na miłość / drugą połówkę.

Bartek: Ze względu na chęć zmiany dotychczasowego życia i wyższe zarobki. Australia jako taka nie była na szczycie listy miejsc do zamieszkania, ale pociągała swoją egoztyką i odległością od Europy.

Anonim 3: Ja się zdecydowałam, bo Michał (mój chłopak) leciał tam się uczyć. Jego brat już tam był, a dyplom z zagranicy daje więcej możliwości w karierze. Do końca nie wiedziałam co bym chciała robić ani co studiować, więc wybrałam coś w czym mogłabym sobie poradzić i co miało jakieś szanse na dobrą pracę po ukończeniu szkoły. No i rzeczywiście po roku intensywnej nauki (miałam tylko 2 tygodnie przerwy, ale przynajmniej wtedy można pracować na pełen etat) dostałam pracę w zawodzie.

Magda (prowadzi bloga Money Penny in Oz): W Londynie gdzie poprzednio mieszkałam poznałam swojego obecnego męża, Australijczyka. Po fajnej przygodzie w Londynie postanowiliśmy spróbować wspólnego życia w jego słonecznej ojczyźnie. Chris wyleciał do Australii 3 miesiące wcześniej. W tym czasie ja pozamykałam swoje sprawy w Londynie, spakowałam klapki i szorty i pofrunęłam do Melbourne szukać kangurów.

Pamiętasz Twoje pierwsze wrażenia po przylocie do Australii?

Sylwia: Ciepło, egzotycznie, uśmiechnięci ludzie.

Konrad: Było zimniej niż w Polsce (przylot 1 września), jedzenie mi nie smakowało (nie wiedząc kiedy znajdę pracę oszczędzałem kupując tanie produkty w Aldim), trochę nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, nikogo tu nie znałem.

Kuba: Duże odległości między miastami, duże różnice między temperaturą w nocy a w dzień (Zachodnia Australia), ludzie bardzo aktywni, ale nie zwracający uwagi na dbałość językową. Luzactwo, życie pt. “Jakoś to będzie” – czyli tamtejsze “no worries”. To mi się nie podoba, a ich aktywność tak. Zwróciłem od razu też uwagę na dużo pustej przestrzeni i skrajne przejścia z bujnej roślinności do pustkowia.

Asia: Pierwsze wrażenie – błękitne niebo, gorący klimat, który odczuwa się od razu po wyjścia z lotniska, zwłaszcza gdy opuszcza się Polskę w listopadzie w minusowych temperaturach. Życzliwość ludzi wywarła na mnie ogromne wrażenie. Do dziś chodząc z pieskami do parku ze wszystkimi się witam i pytamy siebie jak nam mija dzień. Oczywiście ocean, piękne plaże z czystym piaskiem, które robią wrażenie na całej mojej rodzinie i odwiedzających nas z Polski znajomych.

Emilia: Oczywiście, pierwszych chwil po przylocie się nie zapomina. Australia przywitała nas deszczem, co w styczniu nie zdarza się często. Z pierwszych kilku dni pamiętam hostel International na Northbridge, kino pod chmurką, nieludzkie upały, spacery po centrum i hektolitry wypijanej wody. Pierwsze i największe wrażenie zrobili na mnie uśmiechnięci ludzie. To dobry start, prawda?

Anonim: Duża ekscytacja, oczywiście. Australia oferuje bajeczne krajobrazy i przyrodę, do dzisiaj korzystamy z każdej wolnej chwili, aby ją eksplorować.

Monika: Kolorowo. Egzotycznie i super sympatyczni ludzie.

Angelika: Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Pełna obaw stanęłam na lotnisku w Perth i totalnie nie wiedziałam co przyniesie kolejny dzień. Był to początek lipca a tym samym początek zimy w Australii. Okropnie padało i było strasznie zimno. Byłam bardzo zaskoczona i zła, bo przecież nie tak sobie wyobrażałam słoneczny kraj na drugim końcu świata. Wsiedliśmy w autobus, który zawiózł nas prosto pod mieszkanie chłopaków z Couchsurfingu, u których zatrzymaliśmy się na kilka pierwszych dni. I tak zaczęła się nasza australijska przygoda.

Andrzej: Gorąca wiocha.

Ola: Inna planeta. Inne światło, powietrze ciężkie od zapachu kwiatów i wilgoci, zero znajomej roślinności. Ludzie ciekawi każdego nowego przybysza i pytania: jak się podoba Australia. Garnitur i bose stopy to stosowny ubiór do banku, również piżama na zakupy. Jedzenie niejadalne. Woda kranach ciepła i gorąca. Za wcześnie robi się ciemno!

Anonim 2:  Pewnie, że tak – mega upały i bardzo przyjaźnie nastawieni ludzie.

Bartek: Pierwsze – zupełnie inny zapach powietrza, jakby kadzidło zmieszane z wilgotnym powietrzem, nieustanny upał i mocne słońce. Na co dzień Sydney to bardziej azjatyckie miasto. To bardzo mnie zaskoczyło, ale głównie pozytywnie, ze wzgledu na łatwy dostęp do świeżej kuchni azjatyckiej. To co mnie negatywnie zaskoczyło to bardzo słabe piwo i średniej jakości nabiał. Za to wołowina i baranina była najlepsza jaką jadłem.

Anonim 3: Co do pierwszego wrażenia, to nie pamiętam do końca co robiłam w pierwszy dzień. Doleciałam do Sydney, wyszłam z lotniska i poczułam suche powietrze. Pamiętam to, bo w Kanadzie miałam wrażenie, że oddycham wodą, było tak wilgotno. Byłam też wykończona, po 24 godzinnym locie. Pozytywnie podeszłam do tematu, było pięknie, dużo drzew, parków, miejsc z pysznym jedzeniem, dużo różnych kultur, piękna architektura, krajobrazy i zapach eukaliptusa, którego brakuje mi go do dziś. Zakochałam się w szeregowych domkach wiktoriańskich, w Melbourne już nie było ich tak dużo jak w Sydney.

Mówi się, że początki są zazwyczaj trudne. Wiadomo, wakacje a życie w innym kraju to zupełnie co innego. Pamiętasz początki Twojego życia w Australii, np. szukanie pracy, mieszkania, samochodu, zakładanie konta w banku itp?

Sylwia: Wszystkie te sprawy poszły nam gładko. Konta założylismy z UK. Mąż miał już pracę, ja nie szukałam, bo zajmowałam się dziećmi. Pracodawca męża wynajął nam firmę relokacyjna. Robin pomogła nam również znaleźć dom. Z samochodem też nie było problemu. Myślę, że pomogło, że mieliśmy prawa jazdy z UK.

Konrad: Wszystkie podstawowe rzeczy związane z urządzaniem się poszły gładko. Pierwszy miesiąc (zanim znalazłem pracę i zorientowałem się gdzie chcę żyć) spędziliśmy na Airbnb z fajnymi ludźmi, później znaleźliśmy mieszkanie dla nas w dzielnicy, w której pracujemy. Znalezienie pracy w zawodzie zajęło kilka dni, ale to chyba specyfika branży IT. Konto bankowe to formalność na 5 minut, z zakupem używanego samochodu tak samo jak w Polsce – sprzedawcy ściemniają, ciężko było znaleźć samochód 4×4 w dobrym stanie za rozsądne pieniądze, ale na szczęście wypożyczanie samochodu na weekendy było proste i tanie (polecam firmę Avis).

Kuba: Mieszkaniem było łatwo znaleźć (Gold Coast), ale od razu zaskoczyły wysokie ceny. Musieliśmy się jednak przeprowadzać, bo trafialiśmy na świrów i osoby chore psychicznie. To luzactwo chyba uderzyło im do głowy. Z pracą było trudniej w Gold Coast, bo nie chciałem pracować w knajpie czy kawiarni, a nie wiele więcej można tam było robić. Także zajęło trochę czasu, zanim znalazłem pracę. Wyglądało to tak, jakby w ogóle nikogo nie szukali. Samochód szybko, bezproblemowo, bardzo tanio. Z bankiem pomogła nam agencja z Polski, także tylko poszliśmy podpisać umowę.

Asia: Początki były trudne, wyjechać jako 20 latka, zostawić cała rodzinę i przyjaciół i ruszyć w nieznany świat. Niejedna noc była zapłakana. Postanowiłam pójść do Tafe (szkoły) i doszlifować swój angielski przed podjęciem jakiejkolwiek pracy. Chodziłam przez 3 lata, w tym czasie zrobiłam prawo jazdy w przeciągu 3 tygodni bo zajmowało mi bardzo długo dojechać transportem publicznym do szkoły, która była zaledwie 20 minut od domu. Mieszkaliśmy z męża rodzicami, ponieważ przy jednej wypłacie i opłatach za moją szkołę nie było nas stać na kupno własnego mieszkania. Po roku kupiliśmy mieszkanko i tak się złożyło ze naszymi sąsiadami byli Polacy. Szybko sie zaprzyjaźniliśmy, a sąsiadka zaoferowała mi pracę w fabryce, gdzie ona pracowała. Zaczęłam pracę na pół etatu i kontynuowałam angielski na cały etat. Zostawały tylko weekendy na odpoczynek i troszkę na poznawanie Australii. Po trzech latach zaszłam w ciążę i troszkę mi przeszła tęsknota za krajem, zrozumiałam ze zostawiłam rodzinę, w której się wychowałam a teraz zakładam swoją rodzinę. Emigracja nie jest łatwa, człowiek zawsze bedzie troszkę „rozerwany” . Nigdy nie narzekałam na Polskę. Dobrze pamiętam przez co przechodzili rodzice w trudnych czasach, ale zawsze zadbali o to żeby nam niczego nie zabrakło. Kocham odwiedzać Polskę, ale po 25 latach w Australii nie czuję się w Polsce jak u „siebie”. Dorastałam praktycznie w Australii, moje dojrzałe życie i doświadczenia życiowe przechodziłam tutaj.

Marek: Jasne – największym zaskoczeniem było to, że tu jest tak samo jak w Europie – znaczy się te same sklepy, ten sam McDonald, są drogi, podobne samochody – wszystko jakby takie same mimo, że 15 000 kilometrów od domu no i w trochę lepszym wydaniu. Jeśli chodzi o pracę to ja akurat nie jestem dobrym przykładem – tzn. z tego co rozmawiam z rodakami, to mój przykład jest nietypowy, bo przyjechałem tutaj już z wizą pracowniczą do konkretnej pracy, więc moje początki były dość łatwe. Szef załatwił mi mieszkanie, pożyczał samochód dopóki nie kupiłem swojego, a konto akurat było do założenia bardzo prosto – więc nieznane mi są trudne początki  Prawda też jest taka, że nawet przejście z mojej wizy 457 (temporary working visa) do PR (rezydent) było dość łatwe, a teraz mam już obywatelstwo Australijskie i jestem z niego dumny – wszystko w 5 lat

Emilia: Szukanie pracy rozpoczęliśmy jeszcze wysyłając aplikcje z Polski. Jednak było to mało skuteczne. Zaraz po przylocie wydrukowaliśmy więc CV i osobiście roznosiliśmy je do agencji pracy. Dodatkowo odpowiadaliśmy na ogłoszenia o pracę na Gumtree. Szybko znaleźliśmy tzw. pracę “na początek” jednocześnie starając się o pracę w zawodzie. Podobnie było z formalnościami, staraliśmy się załatwić wszystko na samym początku, żeby później nie zaprzątać sobie nimi głowy. Nasze pierwsze mieszkanie to był… pokój w domu dzielonym z dwiema Australijkami. Znaleziony na Gumtree, blisko centrum, żeby można było dojeżdżać do pracy transportem publicznym.

Anonim: Wiele spraw staraliśmy się załatwić jeszcze przed przyjazdem, a więc mogliśmy się skupić na szukaniu pracy. Pracownicy urzędów są bardzo pomocni, polska społeczność też stara się wspierać. Z pracą jest ostatnio nieco trudniej, ale to kwestia motywacji, a w wielu przypadkach obniżenia oczekiwań. Niewiele przyjezdnych ma to szczęście, aby od razu zacząć pracować w wymarzonym zawodzie. Wiele osób dokonuje szybkiej rekwalifikacji.

Monika: Mój mąż miał pracę przyjeżdżając do Australii, ale dla mnie była to trochę lekcja pokory. Musiałam włożyć dumę do kieszeni i zacząć pracę jako wolontariuszka, żeby po kilku tygodniach dostać ofertę pracy.

Angelika: To prawda, początki nigdy nie są łatwe, ale w Australii te początki nie były zbyt bolesne. Zakładanie konta w banku to czysta formalność, która zajmuje kilka minut. W przeciwieństwie do Anglii, gdzie już na początku biurokracja skutecznie uniemożliwiała otwarcie rachunku bankowego dopóki nie przedstawiło się potwierdzenia angielskiego adresu. Tutaj takich pytań nie było. Podaliśmy adres znajomych w Brisbane, a karty przyszły do nich kilka dni później. Szukanie mieszkania zajęło nam nieco dłużej niż myśleliśmy, ale koniec końców zamieszkaliśmy w uroczym Queenslandrze, tradycyjnym, drewnianym, podwyższonym domku. Jak chyba wszyscy mieszkania szukaliśmy na flatmates.com.au, natomiast pracy na seek.com.au. Mi dopisało ogromne szczęście, bo jeszcze będąc w Perth, w którym spędziliśmy łącznie 10 dni wysłałam kilka CV i już drugiego dnia pobytu w Australii odezwała się do mnie rekruterka z agencji. Zostałam zaproszona na rozmowę kilka dni później. Sama do końca nie potrafiłam w to uwierzyć, ale kiedy dwa dni po tej rozmowie zaproszono mnie już na prawdziwą rozmowę kwalifikacyjną musiałam uwierzyć, że szczęście mi dopisuje. Tydzień później zaczęłam pracę dla Queensland Government. Brzmi pięknie, prawda? Cóż, mimo że Arek, mój mąż, miał nawet większe doświadczenie w administracji, pracy w zawodzie w Australii nie dostał. Nawet w gastronomii nie było jakoś wyjątkowo łatwo. Wszyscy zgodnie twierdzili, że wystarczy się przejść z CV po mieście a oferty się posypią, no cóż, tak kolorowo nie było. Więc jak widać doświadczenia mamy różne, ale ja zdecydowanie polecam na początek kontakt z agencjami rekrutacyjnymi.

Andrzej: Pierwsze 2-3 lata były bardzo trudne, głównie emocjonalno-mentalnie.

Ola: Początki były bardzo trudne. Ogromna samotność i to olśnienie, że możemy polegać tylko na sobie, NIKOGO nie znamy. Przyjechaliśmy w ciemno na Skilled Independent Visa, więc mieliśmy prawo pracować, ale nie mogliśmy znaleźć pracy, bo nie mieliśmy doświadczenia w Australii. Dopóki nie kupiliśmy samochodu, nie mogliśmy znaleźć mieszkania, bo trzeba było reagować natychmiast jak się pokazało. Nie dało się kupić lodówki, bo były święta. Najłatwiejsze było konto w banku do załatwienia.

Anonim 2: Pamiętam, pamiętam. Szukanie pracy nie było wbrew pozorom takie cieżkie – w miarę szybko mi się udało wszystko ogarnąć. Był jednak okres kiedy pracowałam w trzech miejscach i jednocześnie studiowałam. Dzięki temu nawiązałam wiele znajomości i udało się zaoszczędzić na szkołę, wizę i utrzymanie. Na początku o mieszkanie się nie musiałam martwić gdyż mieszkałam u teściów.

Bartek: Moje początki były bardzo łatwe bo przed przyjazdem miałem już podpisany kontrakt z pracodawcą. Znalezienie mieszkania to była kwestia dwóch dni (nie było najtańsze, ale za to o bardzo wysokim standardzie). Formalności w urzędach to fraszka i wszystko załatwiłem przez internet, założenie konta w banku to czysta przyjemność. Samochodu nigdy nie kupiłem bo go nie potrzebowałem, a koszty utrzymania odstraszały. W Sydney można się poruszać przy pomocy transportu publicznego choć nie wszędzie da się nim komfortowo dojechać.

Anonim 3: Pamiętam, na początku było ciężko, ze względu na restrykcje wizowe (dla studentów), ale znalazłam pracę w zawodzie, potem zmieniłam branżę i też bez specjalnych dyplomów ukończenia uczelni, zostałam przyjęta, co prawda na stanowisko „entry position” (pozycja początkowa), więc trzeba było popracować na awanse, ale się udało. W tej samej firmie udało mi sie przeskoczyć do innych drużyn (z customer service – obsługa klienta do sales team – dział sprzedaży), a nawet do innego miasta, więc miałam o tyle łatwiej. Michał, pamiętam zmieniał pracę jak rękawiczki, tyle było ofert, ale najdłużej pracował w tym samym miejscu co ja tylko jako grafik. Takie urzędowe sprawy, były całkiem proste do załatwienia, urząd skarbowy był bezproblemowy, zakładanie odpowiednika NIPu było proste, rozliczanie się, zakładanie konta w banku też, chociaż pamiętam, że coś było z bankiem St George, że przeszłam do ANZ, ale nie pamiętam o co dokładniej chodziło. Wybór w bankach jest spory, więc nie było problemów. Auta nie kupowaliśmy, ale zrobiliśmy prawko na skutery co było dość proste i logiczne w procedurze. Kupiliśmy skutery na kredyt, które zostały spłacone w mniej więcej 3 lata. Skuterów były tanie w eksploatacji jak barszcz, taniej się nimi jeździło niż autobusem, a do pracy mieliśmy z 20 min jazdy. Płakałam jak sprzedawałam swój skuter. Australia stawia niesamowity nacisk na bezpieczeństwo na drodze czy w pracy. Byłam w 4 krajach, gdzie spotkałam się z podobnymi wymogami, ale w Australii jest najbardziej rygorystycznie. W Australii jest przepis prawny na wszystko. Pamiętam jak na bilecie lotniczym była nawet wzmianka w regulaminie, że pasażerowie muszą być ubrani, żeby móc wejść na pokład samolotu, gdzie w Polsce to jest oczywiste.

Magda: Początki w Australii były dla mnie łatwe. Przyleciałam “na gotowe”, bo mój mąż postarał się wszystko urządzić przed moim przyjazdem. Mieliśmy już swoje gniazdko, samochód i zakupy w lodówce. Jedyne z czym miałam się zmierzyć to nieznośny upał i okrutny jet lag (zmęczenie spowodowane zmianą czasu), który niestety daje nieźle w kość. Szczęściara ze mnie bo nie musiałam od razu szukać pracy więc pierwsze miesiące spędziłam na poznawaniu miasta, rozkoszowaniu się cudownym latem i rozwijaniu miłości do słynnej „flat white” czyli tutejszej kawy.

Jaka była Wasza znajomość angielskiego. W jaki sposób nauczyliście się języka?

Sylwia: Przed Australią mieszkaliśmy przez 6 lat w Irlandii i rok w UK. Znajomość angielskiego mieliśmy dobrą, mój mąż nawet bardzo dobrą. Po przylocie tutaj chodziłam przez jakiś czas na darmowe konwersacje z angielskiego znalezione przez MeetUp.

Konrad: Z językiem po ponad roku w Australii dalej nie jest perfekcyjnie. Poziom znajomości języka był w szczytowej formie podczas rozszerzonej matury z angielskiego, niestety później dramatycznie spadł i bez uważnej pracy nad tym samo się nic nie zrobi. Mamy dużo polskich znajomych i w domu też mówimy po polsku, co nie pomaga w szybkiej nauce języka. Oczywiście podstawowa komunikacja nie stanowi problemu, jednak bardziej abstrakcyjne rozmowy stanowią wyzwanie.

Kuba: Angielski znaliśmy już wystarczająco, podłapaliśmy trochę słówek, zwrotów, szczególnie slangowych.

Marek: Angielski znałem w stopniu komunikatywnym – nauczyłem się go głównie z komputerów, więc mimo, że w pracy dogadywałem się super – to jednak na początku miałem problem z nazwami warzyw i owoców i za każdym razem kupując w samoobsługowej kasie musiałem się pytać jak się nazywa to co mam w ręce.

Emilia: Ja języka angielskiego nauczyłam się sama, więc byłam w stanie swobodnie się porozumiewać. Z kolei mój mąż od dawna zna język biegle, więc z komunikacją nie mieliśmy problemów.

Anonim: Język nie był większą przeszkodą. Pozostaje jednak problem z australijskim dialektem, który zwłaszcza w ulicznym wydaniu drastycznie odbiega od angielskiego, jaki znamy z filmów czy telewizji. Ale i do tego da się przyzwyczaić.

Monika: Angielskiego zdecydowanie nauczyliśmy się w Polsce, ale Australia nauczyła nas Aussie slang.

Angelika: Angielskim posługiwaliśmy się na co dzień mieszkając w Anglii więc kiedy przyjechaliśmy do Australii nie mieliśmy najmniejszych problemów z komunikacją. Choć obawiałam się jak to będzie z nowym akcentem to przekonałam się, że martwiłam się na wyrost. To nie o akcent powinnam się była martwić, a o fakt, że Australijczycy uwielbiają skracać wszelkie możliwe słowa. Chcecie przykładów? Stacja benzynowa to servo, popołudnie – arvo, sklep z alkoholem bottle-o, czy nawet zwyczajne dzień dobry to g’day. Nawet imiona tu zdrabniają w zabawny sposób – Sharon to Shaza, Karen – Kaza, a Maria – Maza. I każdy bez wyjątku to mate. Ich podejście do języka świetnie oddaje ich nastawienie do życia – na luzie, z uśmiechem.

Andrzej: Z nauką angielskiego było łatwiej – darmowe kursy dla emigrantów.

Ola: Moja – bardzo dobra, mąż miał trudniej, ale pomogły konwersacje z lokalnym wolontariuszem, TAFE (szkoła) oraz telewizja (szczególnie oglądanie wiadomości z teletekstem po angielsku). A najbardziej pomógł mój wyjazd do Polski, gdy mąż został sam i nie miał wyboru i musiał mówić. Wcześniej nawet nie odbierał telefonu.

Bartek: Angielskim mówiłem płynnie przed przyjazdem, ale zabrało mi trochę czasu żeby nauczyć sie rozumieć australijski slang.

Anonim 3: Z językiem nie było dla mnie żadnych problemów, bo uczyłam się angielskiego bardzo długo i w sumie dopracowywałam akcent, ale nigdy go nie ujarzmiłam. Jak teraz w Polsce zdarza mi się mówić po angielsku to myslą, że mieszkałam w UK (za dużo Sherlock’a oglądam). Miałam dyplom ukończenia kursu języka angielskiego z Kanady, ale i tak do zdobycia australijskiego obywatelstwa, potrzebowałam innego dyplomu, więc musiałam wydać kasę na zdawanie testu, ale zdałam za pierwszym razem, czym Michał nie może się pochwalić.

Magda: Ukończyłam filologię angielską i przez kilka lat pracowałam w firmach międzynarodowych w Polsce i w Londynie więc mój angielski był raczej znośny.

Jakie jest Twoje zdanie na temat Australijczyków i jakie jest ich nastawienie wobec Polaków?

Sylwia: Przy pierwszym kontakcie bardzo mili ludzie, wyluzowani. Po bliższym poznaniu widać, że mają takie problemy jak wszędzie na świecie: problemy w rodzinie, niezadowolenie z polityków itp. Ich nastawienie do Polaków jest pozytywne, bardzo często spotykam Australijczyków, którzy znali innych Polaków, mieli żony Polki lub sami byli pochodzenia polskiego. Prawdę mówiąc nie spotkałam się z żadną negatywną sytuacją ze względu na moje pochodzenie.

Konrad: Australijczycy są bardzo sympatyczni przy pierwszym spotkaniu, bardzo otwarci i gadatliwi. W naszym odczuciu problem pojawia się przy głębszych relacjach lub w chwili gdy oczekuje się pomocy – trafiliśmy na ludzi, którzy lubili dużo ściemniać, tak jakby trudna prawda nie przechodziła im przez gardło. Oczywiście nie ma co generalizować, każdy jest inny, ogólnie odczucia do ludzi są pozytywne. Wydaje mi się, że nie ma żadnych uprzedzeń do Polaków. Jesteśmy po prostu Europejczykami.

Kuba: Australijczycy na zachodzie są pracowici, a na wschodzie leniwi. Ogólnie ich nie lubię, bo są fałszywi, nie mają ambicji i wielu z nich nie robi wiele wartościowego w życiu. Są wyniośli, dumni i niezbyt rozgarnięci. Przywiązują uwagę do swojego wyglądu i spraw materialnych. Do obcokrajowców mają nastawienie raczej uprzedzeniowe, dyskryminujące, trzymają się swoich.

Marek: Mimo wszystko w Australii Polaków jest mało – dlatego też, nie dużo o nas wiedzą Ale jak już wiedzą – to raczej pozytywne rzeczy, czasem współczują nam czasów wojny, czasem uważają ze jesteśmy mistrzami w DYI (zrób to sam), czasem po prostu, że jesteśmy pracowitymi dobrymi ludźmi.

Emilia: Polacy mają wśród Australijczyków opinię porządnych fachowców i dobrych przyjaciół. Nie spotkałam się z negatywnymi doświadczeniami Australijczyków z naszymi rodakami, i dobrze J Sami Australijczycy są bardzo różni. Ogólnie są bardzo miłymi ludźmi, jednak śmiem stwierdzić, że zależy od regionu Australii, jak bardzo są przyjaźni i otwarci na inne kultury.

Anonim: Australijczycy są generalnie przyjaźni i pomocni, chociaż można zauważyć wzrost tendencji antyimigranckich (a i tak jest o niebo lepiej niż w Polsce, Australia jest mimo wszystko o wiele bardziej liberalnym krajem). Jeżeli chodzi o stosunek do cudzoziemców, to lepiej mają przyjezdni z krajów Zachodu. My – obywatele Wschodniej Europy – spotykamy się czasem z nieco pobłażliwym podejściem, nie robimy na nikim wrażenia, a miejscowi mają o Polsce słabe pojęcie. Można to porównać do sytuacji, jaką w Polsce mają Ukraińcy lub Rumuni. Polacy wykonują tutaj najczęściej proste, manualne zawody, bez większych szans na wybicie się wyżej.

Monika: Bardzo przyjazny i otwarty naród. Mi się ciężko przedstawiać jak przelatuje do Polski na wakacje że nie wszyscy się uśmiechają. Wszelkie styczności bardzo pozytywne. Zwykle ktoś zna jakiegoś Polaka albo był w Polsce.

Angelika: Od pierwszych chwil miałam okazję się przekonać, że Australijczycy to niezwykle życzliwy naród. Zawsze chętni do pomocy, uśmiechnięci, życzliwi. Z tego co opowiadają znajomi należy pamiętać, że Queensland i samo Brisbane to inny świat niż Sydney czy Melbourne. To pęd życia jeszcze nie dotarł, a mieszkańcy z dużo większym luzem podchodzą do kariery i życia w ogóle. Codziennie rano wsiadam do autobusu, w którym z kierowcą zawsze wymienia się kilka słów, a gdy przychodzi czas wysiadki wszyscy zgodnie machają kierowcy, dziękują i życzą mu czy jej dobrego dnia. Takie małe rzeczy składają się na to, że żyje się tu naprawdę dobrze. A jak Australijczycy podchodzą do Polaków? Znów, z życzliwością, otwartością i ciekawością. Zarówno moi znajomi z pracy jak i klienci początkowo wypytywali o mój akcent i pytali o to co tu robię, jak mi się podoba. Dużo Australijczyków ciekawi fakt mówienia w kilku językach, bo niewiele z nich rzeczywiście mówi w obcym języku. Nigdy nie spotkałam się z negatywnym komentarzem, raczej z ciekawością i podziwem, co jest naprawdę miłą odmianą po niezbyt dobrych doświadczeniach w Anglii.

Ola: Myślę, że są na luzie i są pozytywnie nastawieni do nas.

Anonim 2: Bardzo pozytywne! Nie mogę powiedzieć złego słowa na rodowitych Australijczyków – bardzo mili, przyjaźni , pomocni, wyrozumiali i tolerancyjni ludzie. Nie spotkałam się z żadnego rodzaju dyskryminacją z ich strony.

Bartek: Są wyluzowani i lubią rozmawiać nawet z przygodnie poznanymi ludzmi. Mają spory dystans do siebie i nie unikają żartów na swój temat. Mają sporą wiedzę o Europie i ogólnej historii. Ciężko zdobyć ich przyjaźń, ale warto próbować bo można trafić na niesamowitych ludzi. Ich otwartość i chęci do rozmowy nie należy jednak mylić z chęcią zawierania znajomości. Łatwo to pomylić z udawną uprzejmością, ale takie konakty są naturalne i właśnie takie mają być: powierzchowne. Biali Australijczycy zazwyczaj nie rozumieli rozterek imigranta i kwitowli rozmowy zwykłym: „zrób coś z tym”, co zazwyczaj pomagało. W moim doświadczeniu mają neutralny stosunek do Polaków. Zazwyczaj znają kogoś o korzeniach polskich i czasami potrafią powiedzieć parę słów po polsku.. Jeżeli chodzi o negatywne ich strony. To często można od nich usłyszeć rasistowskie teksty dotyczące czy to Aborygenów czy azjatów. Jeżęli piją alkohol to piją go szybko i na umór. O Australii można do nich mówić tylko superlatywach, a jakiekolwiek zająknięcie w wychwalaniu ich ojczyzny może zakończyć rozmowę. W pracy, poprzez różnice kulturowe ciężko z nimi rozwiązywać konflikty, których unikają jak ognia. Nie potrafią wprost wyrazić swojego niezadowolenia, ani odmówić wprost, co prowadzić do niezręcznych sytuacji: kiedy Australijczyk mówi „OK” albo „yes” to wcala nie znaczy, że się z Tobą zgadza. Australijczyk może mieć broblem z wyrażeniem tego co mu w tobie nie odpowiada, ale nie ma najmniejszych skrupułów żeby podzielić się tym z innymi za twoimi plecami.

Anonim 3: Z mojego personalnego doświadczenia, wszyscy, których spotykałam na swojej drodze byli bardzo mili, pomocni, tolerancyjni i otwarci na inne kultury. W każdym mieście jest pewnie inaczej, ale w Sydney i w Melbourne nie mogę powiedzieć, że czułam się zagrożona, z powodu kraju pochodzenia. Nigdzie nie spotkałam się z taką wolnością religijną i kulturową jak w Australii. Australiczycy są bardzo wyluzowani, mają świetne poczucie humoru, potrafią się dobrze bawić, tworzą niesamowita muzykę (Sticky Fingers, Tash Sultana). Jak w każdym kraju są wyjątki, ale większość jest bardzo sympatyczna i związana ze swoim wspólnotą.

Magda: Australijczycy to radosny naród, który wie jak cieszyć się życiem. Co chyba nie jest trudne kiedy witamina D tryska z nieba, a niebiańskie plaże są na wyciągnięcie ręki! Nie spotkałam sie z żadnym negatywnym nastawieniem do Polaków, ale nie oznacza to że Australia jest całkowicie wolna od dyskryminacji. Mają tutaj swoje problemy jak wszędzie.

Pytanie często zadawane przed przeprowadzką do Australii – jak jest z pracą i zarobkami? Czy można tu godnie żyć pracując normalne godziny? Czy koszty życia są adekwatne do zarobków?

Sylwia: Praca może nie “leży na ulicy”, ale nie wydaje mi się żeby był większy problem z jej znalezieniem. Zarobki też są przyzwoite, chociaż nie można ich idealizować. To co jest fajne, to samo miejsce zamieszkania sprawia, że podnosi się komfort życia. Mamy tu w końcu za darmo jedne z najpiękniejszych plaż na świecie. Nie trzeba wydawać grubych tysięcy żeby spędzić wakacje nad ciepłym morzem.

Konrad: Jest ok. W branży IT myślę poziom życia/proporcje zarobków są podobne jak w Polsce. Kultura pracy jest bardzo wysoka, work/life balance (równowaga pomiędzy życiem zawodowym a osobistym) jest w pełni szanowany. Ale chyba można to uogólnić do stwierdzenia: jeśli pracujesz to raczej masz się dobrze w Australii. Nawet ustawowe najniższe stawki są przyzwoite (tip: płaca minimalna jest zależna od zawodu jaki wykonujesz!)

Kuba: Zarobki są w zupełności wystarczające do godnego życia i można zaoszczędzić. Ale taki Australijczyk potrafi wydać całą pensję na jednej imprezie.

Asia: Porównując nasze zarobki i mojej rodziny/znajomych w Polsce, wydaje mi sie że na dużo więcej możemy sobie pozwolić. Kochamy podróżować, często robimy sobie niespodzianki, rezerwując hotele, resorty nad Pacyfikiem. Kilka razy całą rodziną zwiedzaliśmy Europę, kilkakrotnie byliśmy na rejsach. Lubimy wyjść wieczorami z rodziną na obiad, do kina, musical, teatru. Mąż pracuje na cały etat, ja na pół i żyje nam sie dobrze, niczego nam nie brakuje. Chłopcy pokończyli szkoły katolickie, chyba najtrudniejszy (finansowo) okres 10 lat prywatnych szkół, ale juz po wszystkim. Cieszę się, że mogliśmy zapewnić dobrą edukację dla naszych chłopców.

Marek: Moim zdaniem (a o takie tutaj jestem pytany) z pracą jest prosto, a zarobki są godziwe. Prawda jest taka, że tutaj za minimalną pensję nawet można wyżyć, już nie mówiąc o tym, że pary mają dwie minimalne pensje. Z tego co wiem jak się ma dzieci to jest trochę trudniej bo szkoły i przedszkola są drogie, ale mnie to nie dotyczy. Praca jest, zarobki są – trzeba tylko chcieć. Moim zdaniem też, generalnie lepiej tu traktują pracowników – jasne, że zdarzają się wyjątki, ale generalnie dba się tutaj o pracownika bardziej niż w Polsce. Koszty życia – są duże, ale adekwatne do zarobków, a prawda też jest taka, że jak już się zarabia tutaj – to fajnie się jeździ na wakacje bo wiadomo, że raczej nie będzie drożej

Emilia: Uważam, że zarobki w Australii są wystarczające, żeby żyć bez większych zmartwień. Koszty życia w Australii w porównianiu do zarobków są korzystniejsze niż w Polsce. Osobną kategorią są nieruchomości, ponieważ w różnych stanach Australii ceny domów i mieszkań znacznie się różnią.

Anonim: Na wizie studenckiej jest to praktycznie niemożliwe, koszty życia w Sydney sprawiają, że legalna praca na pół etatu ledwo starcza na opłacenie mieszkania. Nigdy tego nie liczyliśmy, ale podejrzewamy, że absolutna wiekszość naszych znajomych na wizie studenckiej utrzymuje się z nielegalnej pracy. Rząd coraz bardziej dociska śrubę imigrantom zarobkowym, średnio raz na rok pojawiają się nowe obostrzenia. Oczywiście o wiele lepiej jest dla osób przyjeżdżających tutaj z odpowiednimi kwalifikacjami do pracy w zawodzie, ale i tu panuje coraz większa niepewność, bo kolejna zmiana może znowu nieźle namieszać w planach.

Monika: Można, ale trzeba trochę na to popracować, samo tak zupełnie się nie stanie. A koszty życia w Australii są jednymi z najwyższych na świecie.

Angelika: Stosunek zarobków do kosztów życia jest tu zdecydowanie większy niż w Polsce czy nawet w Anglii. Zarobki oczywiście się różnią w zależności od wykonywanej profesji i tak w restauracji zarobimy co najmniej $22.00, ale już w biurze dobrze ponad $35.00 na godzinę. W chwili obecnej za wynajem dwuosobowego pokoju płacimy $260.00, do tego dochodzą koszty abonamentów na telefon ($60.00 za nas dwoje na miesiąc), a np. bilet tygodniowy na autobus to koszt rzędu $40.00. Na zakupy żywnościowe w tygodniu wydajemy w okolicach $150.00, a koszt średniego wyjścia na kolację z piwem to powiedzmy $50.00. Da się spokojnie żyć, oszczędzać i jeszcze sporo podróżować.

Ola: Jak ma się pracę to można żyć godnie bez wielkich poświęceń. Bez pracy to sobie nawet nie wyobrażam. Adekwatna płaca do kosztów życia.

Anonim 2: Zdecydowanie tak.

Bartek: Moja praca była dobrze płatna i nie miałem najmniejszych problemów żeby żyć wygodnie w Sydney (mimo, że to bardzo drogie miasto). Praca za minimalną stawkę w pełnym wymiarze godzin daje możliwość życia w dużym mieście, ale jest to trudne.

Anonim 3: Jak się mieszka w dwie osoby to na pewno jest łatwiej, my zawsze wynajmowaliśmy mieszkania, więc taka była różnica, że nie mieliśmy nic wiążącego na długo. Ale nasze zarobki były w miarę wysokie, więc nie musieliśmy się martwić, ale do tego statusu trzeba było sobie zapracować. Wtedy koszty i jakość życia mi się przekładały na stosowne i proporcjonalne w moim odczuciu.

Magda:  Fakt, że pracowałam w międzynarodowej firmie i w Londynie bardzo ułatwił mi poszukiwania pracy. Miałam farta bo trafiłam na dobrego rekrutera, który pokierował mnie w odpowiednim kierunku. Zarobki pozwalają na wygodne życie, ale to pewnie zależy od rodzaju branży.

Czy masz jakieś wskazówki/ przestrogi dla rodaków, którzy myślą o emigracji do Australii?

Sylwia: Australia jest cudowna, ale to nie jest utopia. W dalszym ciągu trzeba ciężko pracować i każdego dotknie biurokracja. Jeżeli chodzi o dzieci, tutaj jest zdecydowanie łatwiej. Mam porównanie z Europą. Tutaj nie trzeba grubo ubierać często zniecierpliwionych dzieci. Dzieci mogą spędzać bardzo dużo czasu na świeżym powietrzu i to przez cały rok. Australia oferuje mnóstwo darmowych miejsc i zajeć dla dzieci.

Konrad: Bardzo ciężko o generalne wskazówki, bo każdy z nas jest inny, ma inne oczekiwania, umiejętności, cele itd. Jeśli ktoś chce wyjechać, zna angielski, jest otwarty na ludzi i lubi chilloutowy (wyluzowany) styl życia – wszystko powinno być ok w Australii. Na pewno warto sprawdzić jak przetransferować swoje uprawnienia/doświadczenie zawodowe by móc pracować w branży.

Kuba: Wskazówki – nie mieszkać z Australijskimi właścicielami mieszkań, lepiej z obcokrajowami, którzy sami podnajmują lokum. Żeby tu trochę żyć, zwiedzać, konieczna jest praca, bo można w mig zbankrutować. Nie łamać prawa, nie przekraczać prędkości (szczególnie w Południowej Australii), bo kary są ogromne, np. prawie 1500zł za przekroczenie prędkości o 10 km/h. Warto zwiedzić, trochę pomieszkać, ale w Polsce jest żyć o wiele lepiej. Tam brak tego ducha, duchowości, kultury, historii, obyczajów, religii, zaufania; ciężko o wartościowych ludzi. No i ta pogoda nieciekawa, ciągle ciepło i słońce. Brak śniegu i mrozu to ogromny minus.

Marek: Nie poddawać się. Kiedyś jak znajomy usłyszał, że jadę do Australii, powiedział, że tam był – i sprzedałby ostatnią parę skarpetek, aby tam wyjechać na stałe i teraz go rozumiem. Fajny kraj do mieszkania i życia, także do założenia rodziny. No i bardzo ważne – mieć plan na siebie – aby pojechać do Australii na wakacje nie ma problemu, jednak aby zostać tu na stałe, trzeba mieć plan jak to zrobić – rozeznać się w wizach, rozeznać się, które kwalifikacje z polski/innych krajów są uznawane, w jakich zawodach można dostać wizę (lista SOL) i przygotować się do tego. Może czasem warto byłoby zostać parę miesięcy dłużej w Polsce, aby mieć wystarczające doświadczenie aby dostać wizę, może przy wyborze kierunku nauczania (dla tych, którzy tutaj przyjeżdżają na studia), a może po prostu przy wyborze uczelni w Polsce, bo jak wiadomo po Politechnice Wrocławskiej, można tu dostać wizę pracowniczą na 1.5 roku bez problemu – dlatego plan plan i jeszcze raz plan.

Emilia: Tak, mam kilka wskazówek. Australia jest pięknym krajem i wspaniałym miejscem do życia. Jednak emigracja tutaj wymaga zapoznania się z przepisami wizowymi, przygotowania dokładnego planu działania i nakładów finansowych. Do tego często dochodzi odległość do Polski i tęsknota, z którą prawdopodobnie prędzej, czy później się zmierzycie.

Anonim: Na pewno odradzam przyjazd na wizie studenckiej z rodziną. Warto zrobić sobie jeszcze w Polsce solidny zapas finansowy na pierwsze tygodnie, zanim uda się znaleźć jakąś stałą pracę. Osobom, które chcą tutaj zostać dłużej, zdecydowanie polecamy skorzystanie z usług agenta migracyjnego – konsultacja kosztuje nawet kilkaset dolarów, ale dobry agent może bardzo wyklarować sytuację i doradzić w kwestii potencjalnych ścieżek do lepszej wizy.

Monika: Odrobić pracę domową przed przyjazdem i mieć zdecydowanie otwartą głową na nowe przygody.

Angelika: Australia to piękny kraj, w którym jest sporo możliwości rozwoju. Moja wskazówka? Nie ma się czego bać. Po pierwszych dniach strach znika, a pozostaje czysta miłość do tego wszechobecnego luzu, uśmiechu i rajskich widoków na każdym kroku. Jedyną bolączką z jaką się zmagam to tęsknota za bliskimi.

Andrzej: Jest to kraj względnie łatwego i przyjemnego życia, ale żeby z godnością i szcześliwie przeżyć trzeba sobie stworzyć “sztuczna” – tutejszą rodzinę.

Ola: Najlepiej przyjechać na wizie, która zezwala na pracę na pełny etat. Warto mieć nagraną pracę przed przyjazdem albo pomysł na zarobienie pieniędzy. Lepiej pracować w dobrym zawodzie niż liczyć na niewykwalifikowane pozycje – koszty na początku są ogromne. Szkoły są na bardzo zróżnicowanym poziomie i wydają sie uczyć mniej niż te w Polsce, jednak na poziomie wyższej edukacji australijskie uniwersytety są w czołówce światowej.

Anonim 2: Ciężka praca popłaca! Zdecydowanie imigranci słyną z ciężkiej pracy za co jesteśmy podziwiani przez Australijczyków. Dążcie nieustannie do spełniania swoich marzeń, bo w Australii jest możliwość ich spełnienia. Nie dajcie się zniechęcić.

Bartek: Licz tylko na siebie. Jeżeli boisz się ryzyka i ciężkiej pracy, nie przyjeżdżaj do Australii. Staranie się o wizę i utrzymanie możliwości pobytu w Australii jest zazwyczaj ciężką walką i mocno obciążą psychicznie. Rozłąka z rodziną i przyjaciółmi to codzienność i potrafi mocno doskwierać. Pogoda w Sydney w lato jest nie do zniesienia, jest za gorąco żeby funkcjonować poza klimatyzowanymi pomieszczeniami, a słonce pali tak, że zapomnij o opalaniu sie na plaży. W zimie z kolei, w mieszkaniu potrafi być bardzo chłodno i wilgotno. Jeżeli nie masz dobrze izolowanego mieszkania lub domu, to przygotuj się na temperatury poniżej 10 stopni Celcjusza w sypialni w nocy.

Anonim 3: Wskazówki: Jeśli jesteście młodzi, przed studniami, bez dzieci i zobowiązań, to nie ma się nawet co zastanawiać, po prostu lecieć. Bilet w jedną stronę, bo w dwie już drożej. Przestrogi: nie w każdym mieście jest zwierzę, które chce cie zabić. W Sydney prześladowały mnie tylko huntsman’y (pająki) i karaluchy, w Melbourne ich w ogóle nie widziałam.

Magda: Jedyna moja wskazówka dla przyszłych emigrantów to dokładne zapoznanie sie z warunkami wizy. Wizy do Australii to dramat, wieczna papierkologia i wysokie opłaty. Problemy wizowe mogą skutecznie uprzykrzyć życie w Australii.

Ostatnie pytanie – warto było wszystko zostawić o przeprowadzić się na koniec świata?

Sylwia: Warto, jak na razie nie zamierzamy się stąd ruszać.

Konrad: Dla nas – tak, wszystko okazało się wartościowym i fajnym przeżyciem. Tylko do rodziny daleko.

Kuba: Warto zwiedzić, trochę pomieszkać, ale w Polsce jest żyć o wiele lepiej. W Australii brak tego ducha, duchowości, kultury, historii, obyczajów, religii, zaufania; ciężko o wartościowych ludzi. No i ta pogoda nieciekawa, ciągle ciepło i słońce. Brak śniegu i mrozu to ogromny minus.

Marek: Jasne. Przez 5 lat, które tu mieszkam, nie miałem ani sekundy zwątpienia, czy to był dobry wybór. Serio.

Asia: Tak.

Emilia: Mimo, że do Australii wyjeżdżać nie planowałam i – co więcej – nie chciałam, odpowiadam: warto było spakować dwie walizki i ruszyć na drugi koniec świata. Australia jest moim drugim domem. Mam tutaj przyjaciół, ułożone życie i ulubione miejsca, więc póki co, zostanę tutaj na trochę.

Anonim: Tak, było warto. Nawet jeżeli nie uda nam się zostać na stałe, to jest to bardzo ciekawe doświadczenie.

Monika: Tak i jeszcze raz tak !

Angelika: Bez dwóch zdań. To była jedna z lepszych życiowych decyzji.

Andrzej: Chyba nie, skoro chcemy wracać… (moja ciotka po 50 lat wrócila do Polski).

Ola:  Bardzo warto było tu przyjechać i zamieszkać, to jest mój dom.

Anonim 2: Warto, ponieważ jak to się mówi ‘milość nie wybiera‘. Każdy musi dbać o budowanie własnej przyszłości z ukochana osobą. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Bartek: I tak, i nie. Warto było się wyrwać na chwilę z Europy. Ale po dwóch latach w Sydney zawsze powtarzam, że Australia jest fajnym krajem do podróżowania, ale mieszkać w nim na dłużej nigdy bym nie chciał. Według mnie kraj ten ma bardzo dobry PR, natomiast na miejscu okazuje się, że jest to taki sam kraj jak każdy inny, a standardem niektórych rzeczy odstaje nawet od Polski. Australia jako kontynent jest niesamowicie unikalny i piękny na swój sposób. Zabrało mi sporo czasu żeby zacząć dostrzegać piękno ukryte w lokalnej faunie i florze. Wszyscy zachwycają się tutejszymi plażami, dlatego ciesze się, że poznałem te bardziej pomijane krajobrazy. Warto było poświecić czas na przebywanie w outdorze, bo takich przestrzeni w Europie brakuje. Jako kraj ma wiele ciemnych stron i jeżeli chcesz tutaj żyć wygodnie i mieć spokojne sumienie, to musisz przymykać oko na wiele spraw. Australia to kraj, w którym łatwo się żyje łatwo i przyjemnie, wręcz bezrefleksyjnie. Czy to biali Australijczycy czy imigranici z Azji, stawiają właśnie na takie życie, a środowisko w pracy korporacyjnej niemal wymusza taki styl życia. Cieszy mnie ogromnie to, że poznałem ludzi poza mainstreamem, którzy maja odwagę być inni i żyć pełniej. Bezcenne są też dla mnie te wszystkie znajomości, które zawarłem w środowisku Aborygenów i piękne chwile, które wśród nich spędziłem. Jednym słowem: warto było zobaczyć Australię inna niż z pocztówek, a przez to bardziej złożoną i ciekawą.

Anonim 3: Czy było warto? OCZYWIŚCIE, gdybym miała cofnąć czas, to bym znowu wyjechała, bo było WARTO! Po siedmiu latach jednak tęsknota za domem się włączyła i wyjechaliśmy, już jako mąż i żona. Ale co tam przeżyliśmy to nasze na zawsze. Tęsknię za wieloma rzeczami i osobami w Australii, ale odległość od domu jest jednak za duża. Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce dorobimy się na bilet do Australii i pojedziemy na wakacje. A może zostaniemy.

Magda: Zdecydowanie warto było lecieć taki kawał świata. Australia to mój drugi dom, a nasze życie już na zawsze będzie podzielone między tym w Polsce i tym tutaj. Dwa kontynentu, dwa razy więcej „funu” (zabawy).

 

Mam nadzieję, że wypowiedzi ankietowanych przybliżą Wam realia życia w Australii oraz pomogą podjąć właściwą decyzję w sprawie przeprowadzki do Australii. 

11

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Komentarze do “Polacy o przeprowadzce i życiu w Australii”

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane