Laguna Jökulsárlón i spotkanie z lodowcem

16

Dokładnie pamiętam jak kolega z Islandii, z którym byłam w szkole w Danii opowiadał o swoim kraju. Słuchałam jego opowieści z zaciekawieniem, Islandia wtedy była nieznana, jakby nie z tego świata. Postanowiłam, że kiedyś tam polecę i przekonam się na własnej skórze, jak to jest budzić się w kraju, w którym słońce nie zachodzi przez kilka tygodni albo pojawia się na niebie tylko na kilka godzin, drzewa można policzyć na przysłowiowej jednej ręce a plaże są czarne.

Tak jak postanowiłam parę lat wcześniej, w 2017 roku udało mi się zrealizować mój plan i wybrałam się do Islandii z mamą. Głównym celem podróży była laguna lodowa Jökulsárlón, która znajduje się niecałe 400 kilometrów od stolicy Islandii – Reykjavik. Aby dotrzeć do Jökulsárlón trzeba jechać na wschód wzdłuż południowego wybrzeża. Zdecydowałyśmy się na całodniową wycieczkę zorganizowaną.

Autokar podjechał pod umówione miejsce spotkania o 7 rano, kiedy jeszcze było ciemno. Słońce wstało dopiero około 9.30 i wtedy ujrzałyśmy krajobraz, który nam towarzyszył w czasie jazdy. Pusta ulica, niekończące się zielone pastwiska, na których pasły się konie.  Wszędzie gdzie spoglądałyśmy widziałyśmy czarną , wulkaniczną ziemię. Pomimo, że byłyśmy w Islandii w lutym, pogoda przypominała była raczej jesień – około 11 stopni, ciągle padał deszcz i było bardzo wietrznie.

Wodospady, lodowa laguna i lodowiec

W drodze do laguny zatrzymaliśmy się przy dwóch wodospadach Seljalandsfoss i Skógafoss, których wysokość wynosi około 60 metrów. To tylko dwa z wielu pięknych wodospadów w Islandii. Seljalandsfoss można obejść dookoła, jednak ze względu na deszcz i silny wiatr zrezygnowałyśmy. Dalej zatrzymaliśmy się przy niezwykle ciekawych, porośniętych mchem polach lawinowych, które powstały na skutek dużej aktywności wulkanicznej. Wyglądało to kosmicznie.

W końcu dojechaliśmy do laguny/ jeziora Jökulsárlón, które powstało na skutek topniejącego lodowca Vatnajökull. Jezioro jest pełne dryftujących po wodzie kawałków lodowca, co sprawia, że laguna co chwilę ulega zmianie. To miejsce hipnotyzuje. Dookoła panuje nic tylko cisza, jak się dobrze wsłuchamy można usłyszeć topniejące kry. Matka Natura dała niezły popis.

Kawałek dalej, po drugiej stronie mostu, który prowadzi do laguny, odwiedziłyśmy Diamond Beach. Plaża jest pokryta czarnym piaskiem, na której świecą lodowe diamenty. Widok za przysłowiowe ‘milion dolarów’. Na tej plaży podziwiałyśmy zachód słońca, w którego ostatnich promieniach mieniły się kawałki lodowca.

Podróż do Reykjaviku, trwała 5-6 godzin. Przewodnik poprosił kierowcę, aby skręcił z głównej drogi. Kilka minut jechaliśmy po bocznej drodze i nagle przed nami pojawiała się ogromna masa lodu – stałyśmy u podnóży lodowca Svínafellsjökull. Błękitne kry unoszące się na wodzie pokryte były czarnym piaskiem. Stojąc przy lodowcu nie mogłam uwierzyć w piękno natury, które było na wyciągniecie ręki. Piękno tego miejsca zwaliło mnie z nóg.

Wycieczka na południowo-wschodnią część Islandii powinna pojawić się na liście miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić. Wycieczka zorganizowana, choć nie jest tania, jest bardzo dobrą opcją dla każdego kto ma mało czasu na zwiedzanie krainy ognia i lodu. Lodowiec i laguna naprawdę robią wielkie wrażenie…

Ktoś miał okazję zobaczyć lagunę Jökulsárlón lub lodowiec z bliska? A może odwiedziliście inne miejsce, które wywarło na nas wielkie wrażenie?

16

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Komentarze do “Laguna Jökulsárlón i spotkanie z lodowcem”

Leave a Reply to Anonymous Cancel reply

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane