Cztery dni na wodzie, czyli żeglowanie z Brisbane do Gold Coast

0

Jeśli planujesz wakacje w Australii i szukasz tańszych wycieczek lub sposobu na podróżowanie, polecam zajrzeć na portale społecznościowe. Nie jesteś sam, podróżników takich jak Ty jest naprawdę wielu i z chęcią wybiorą się na wspólną wyprawę. Portale społecznościowe to zbiór grup, które oferują żniżki na podróże po Australii. Często są to turyści, którzy chcą zmniejszyć koszty albo szukają towarzyszy do podróży. Na przykład, ttoś kupił auto i chce jechać z punkty A do  punktu B, aby obniżyć koszty paliwa wystawia ogłoszenie. Nie są to wycieczki zorganizowane przez biura podróży i korzystanie z nich jest oczywiście na własne ryzyko.

Właśnie na takim portalu koleżanka znalazła ofertę 4-dniowego rejsu z Brisbane do Gold Coast dla naszej 6-osobowej grupy. Właściciel jachtu, młody Anglik, razem ze swoją dziewczyną żeglowali z Cairns na północy Australii po drodze zabierając turystów. Cena zależała od długości rejsu, ale z pewnością była niższa od wycieczek organizowanych przez biura podróży. O cenach atrakcji i wycieczek zorganizowanych w Australii możecie poczytać tuTrzeba pamiętać, że płacimy mniej, przez to, że ‘serwis’ nie jest wliczony w cenę, czyli sami przyrządzamy sobie posiłki i sprzątamy po sobie. Nie mamy gwaracji, że dogadamy się z pozostałymi osobami z grupy, ale ja akurat trafiłam na super ekipę. 

Z rana spotkaliśmy się przy rzece Brisbane w centrum miasta, gdzie czekał właściciel statku z dziewczyną i z córką. Małym pontonem przetransportował nasze bagaże na podkład, po czym wrócił po nas. W międzyczasie poznałam moich towarzyszy resju. W sumie było nas 9 osób.

14-metrowy jacht miał dwie kajuty, w każdej było jedno podwójne i pojedyczne łóżko oraz mała toaleta i prysznic (tylko z zimną wodą). Po środku była kuchnia i jadalnia. Kolejne pojedyncze łóżko znajdowało się przy silniku a dwa dodatkowe miejsca do spania na górnym pokładzie przy sterze. Z ekipą ustaliliśmy, żeby było sprawiedliwie, będziemy się zamieniać miejscami do spania.

Kuchnia z jadalnią, w tle widać kawałek kajuty 

Pierwszym przystankiem była wyspa Moreton, trzecia największa piaskowa wyspa na świecie (około 40 kilometrów długości). Dopłynęliśmy do Tangalooma, gdzie przy plaży zatopione są wraki statków. Tangalooma to popularne miejsce do nurkowania i snorkeling’u, czyli pływania z maską i rurką oraz na spływy kajakowe. Firmy również oferują kajaki ze szklanym dnem, przez które można oglądać ryby. Wieczorem przy pomoście w Tangalooma można karmić dzikie delfiny (atrakcja jest płatna).

Po zachodzie słońca ruszyliśmy na drugi koniec wyspy, gdzie spędziliśmy pierwszą noc. Noc spędziłam na górnym pokładzie, który oświetlały jedynie gwiazdy. Przy takiej ciszy i spokoju, spało się bardzo dobrze.

Następnego ranka dopiero zdałam sobie sprawę w jak pięknym miejscu nocowaliśmy. Przede mną wznosiły się ogromne wydmy, na które wspinaliśmy się po śniadaniu. Spacer na szczyt wydm był dość męczący, ale widoki z góry były warte wysiłku. Na szczycie była tylko nasza grupa i cudowne widoki. Puszczaliśmy latawce i zjeżdzaliśmy po piasku na desce. Niezła zabawa.

Dopływamy do wyspy Moreton, gdzie przy brzegu widzieliśmy kilka płaszczek

Kolejnym przystankiem była Północna wyspa Stadbroke, przy której tylko nocowaliśmy. Wieczorem obok naszego jachtu świeciły planktony. Następnego dnia o 5 rano wyruszyliśmy w stronę Południowej wyspy Stradbroke, gdzie spędziliśmy czas spacerując po plaży oraz kąpiąc się w oceanie. Plaże świeciły pustkami co powodowało, że były jeszcze piękniejsze. Wieczorem popłynęliśmy do resturacji na wyspie, gdzie oprócz nas i kilku innych klientów między stołami skakały kangury.

Ostatni dzień rejsu spędziliśmy na wyspie Wavebreak przy Gold Coast. Na wyspie wypoczywało dużo ludzi, ponieważ akurat tego dnia w Australii był obchodzony ANZAC day, który jest dniem wolnym od pracy. W czasie odpływu na każdej z wysp maszerowały armie krabów. Za każdym razem jak podchodziliśmy bliżej, kraby zakopywały się w piasku zostawiając po siebie ślady w postaci dziur.

To była moja pierwsza przygoda z żeglowaniem i mam nadzieję, że nie ostatnia. Cztery dni odpoczynku, leniuchowania i czytania książki czyli robienia tego na co zazwyczaj nie mam czasu albo zastępuję innymi czynnościami, bo są po prostu dostępne. Na jachcie nie było telewizji, komputerów, dokąd pójść więc miałam czas usiąść, zrelaksować się i podziwiać piękne widoki po drodze oraz zjawiskowe zachody słońca, które chyba najpiękniej wyglądają właśnie z wody.

Co myślicie o żeglowaniu? Komu podoba się taka forma odpoczynku i podróżowania? 

 

0

Facebook - Komentarze

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane