Australia – odległe marzenie. Czy warto?

0

Baśkę poznałam w Brisbane. Ta bardzo pozytywna, zawsze uśmiechnięta i twardo stąpająca po ziemi dziewczyna jest kolejnym przykładem na to, że jak się czegoś bardzo pragnie to prędzej czy później marzenie uda się spełnić. Nigdy nie jest łatwo, czasami życie rzuca kłody pod nogi jakby nas testowało, ale warto nawet małymi krokami iść do przodu nie poddając się. Basia na spełnienie swojego marzenia i odwiedzenia miejsca, który bardzo dobrze znała z telewizji czekała wiele lat. Czy było warto? Przekonajcie się sami:

Australia – marzenie wielu. Dostaję wiele wiadomości od czytelników opisujących pierwsze spotkanie z Australią i ich dążenia do zrezalizowania marzenia życie. Pamiętasz Twoje pierwsze pierwsze z Australią?

Australię odkryłam jako dziecko. Pamiętam dokładnie, że jako brzdąc pozostawiona przed telewizorem oglądałam nadawaną na żywo noworoczną emisję sprzed Opera House. Na ekranie barwy i kolory tak jaskrawo widoczne na tle nocnych pejzaży, kiedy u mnie o poranku wszystko tak śnieżnobiałe. Dziecięcym rozumem nie byłam w stanie tego pojąć więc starszy brat z mapą w ręku, potokiem słów starał się zaspokoić moją niewiedzę. Z tego wszystkiego stworzył w mojej głowie wizję Australii jako dzikiego lądu, oddalonego od miejsca w którym my jesteśmy tak bardzo, że trzeba całe życie poświecić aby ją odnaleźć. Ciesząc się nią juz jedynie na starość. Na takim tle to już święty Mikołaj wydawał się bardziej realny.

12767668_10206044367011542_390490450_n

Marzenia były już od dziecka. Jak w końcu udało Ci się tu wylądować?

Podróżując świat zmalał mi w oczach. Australia pomimo, że wciąż utopijna namiętnie kusiła pocztówkowymi obrazkami. Ostatecznie okazała się cwaną bestią wplątując w moją biografię człowieka, który tą całą jej dzikość w moich oczach okiełznał.

Jak długo jesteś w Australii i jakie masz plany na przyszłość? Zostajesz?

Dziś mogę powiedzieć, że od półtora roku ta nierealność, w którą tak wątpiłam jest prozą dnia codziennego i mam nadzieję, że tak zostanie.

Czekając na Okęciu wiedziałam, że to będzie bilet w jedna stronę. Pomimo, ze powrócę do kraju nad Wisłą jeszcze wielokrotnie to każde kolejne przyloty nabiorą zupełnie innego znaczenia.

12784809_10206044388772086_2041377481_n

Czego najbardziej nie lubisz w Australii?

Australia to nie Eden pomimo, że tak jest kreowana na pocztówkach. Szeroko otwartymi ramionami wita przyjezdnych, rozkochuje w sobie do szaleństwa kończąc jednak na oceanie papierów wręcz nie możliwych do przepłynięcia jeśli tylko zapragniesz zostać tutaj na stałe. Tak z dnia na dzień lądujesz w kałuży własnych możliwości gdzie wręcz z łyżeczkową precyzją jesteś w stanie realnie ocenić swoje szanse.

Ci najwytrwalsi jednak, po tysiącach telefonów, latach oczekiwań i o pustych portfelach ostatecznie osiągają swój cel.

Nie jesteś pierwszą osobą, która w pewnym sensie narzekała na ilość papierów, którą trzeba dostarczyć ubiegając się o wizę. Sama miałam małe załamanie i wypełniając kolejną stronę mojej długiej aplikacji chciałam wszystko rzucić do kosza i dać sobie spokój z Australią. Na szczęście tak nie zrobiłam. Rozumiem, że Ty również planujesz zamieszkać w Australii. Dlaczego?

Banalnie jest to najpiękniejsze miejsce w jakim kiedykolwiek miałam zaszczyt żyć. Ta ziemia jak dobra matka tak szczodrze wynagradza i wcale nie oczekuje wiele w zamian. Ostatecznie jest to miejsce pełne możliwości gdzie okazje można zrywać na każdym kroku niczym owoce z drzewa.

Moje ukochane miejsca mogę podziwiać szwędając się po miejskich uliczkach. Wracając do domu po pracy natura maluje Ci nad głowa wręcz nierealne obrazy. Chociażbyś był największym korporacyjnym gburem nie jesteś w stanie tego zlekceważyć czy nie docenić.

Wstając o czwartej nad ranem po szklankę wody po kuchni rozlewa się krwistoczerwone wręcz grejpfrutowe światło. To właśnie te miejsca i te momenty ubóstwiam w Australii.

12788133_10206044367891564_1222742677_n

Jaka dotychczasowa przygoda w Australii najbardziej zapadła Ci w pamięć?

Mój największy “adventure” to z całą pewnością skok ze spadochronem kilka dni po przyjeździe do Australii świętując zarazem moje dwudzieste szóste urodziny. Tak właśnie wymarzyłam sobie swój prolog tej niezwykłej przygody …

12767465_10206044367971566_785436561_n

Australia – pięknie, ale daleko. Trzeba się napracować, żeby tu się dostać, ale jak już to jesteś to możliwości jest cała masa. Podsumowując, warto?

Warto!

 

Wszystkie zdjęcie użyte w tym artykule były zrobione przez Basię. Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów i zdobycie kolejnej wizy.

Mam nadzieję, że powyższa rozmowa przekonała Was, że marzenia warto spełniać.

0

Facebook - Komentarze

Komentarze do “Australia – odległe marzenie. Czy warto?”

  • Anonymous says:

    Dzięki kochana! Fajnie wrócić do początków, kiedy to wszystko było jeszcze tylko wizją:)

  • Nas to wszystko czeka za kilka miesięcy – ten tekst dodatkowo podsycił naszą determinację 🙂

  • Ewa says:

    Ja marzę o Australii od czasów dzieciństwa i Savage Garden :)i już w zeszłym roku miałam jechać ale plany się pomieszały… mam nadzieję, że już niedługo się uda 🙂

  • Zawsze warto realizować swoje marzenia, nawet tak nierealne jak choćby Australia. Ale czy wystarczy do tego dużo determinacji? Nie wiem. Mam taką nadzieję.

  • pewnie że warto, mam nadzieję, że kiedyś, jak się w końcu zabiorę za realizację marzenia, się uda wyjechać

  • Myślę, że na pewno warto! 🙂 Chyba zawsze warto podróżować i poznawać nowe miejsca… A skok ze spadochronem to moje ogromne marzenie – mam nadzieję, że kiedyś się spełni 🙂

  • Ja ubiegalam sie o wize parterska – de facto w lutym 2011. Dostalam po 4 miesiacach zamiast oczekiwanych “up to 2 years”, nie mielismy slubu ani dzieci. W lutym 2013 musialam zlozylam aplikacji o Permanent residency (wtedy juz bylismy po slubie, a nasza coreczka miala kilka tygodni) Dostalam w 3 tygodnie po wyslaniu aplikacji. Nigdy nie korzystalam z pomocy agenta imigracyjnego. Wszystkie formularze i zalaczniki wypelnilam sama (z brutalna szczeroscia i dokladnoscia – zalaczylam m. in. kopie ponad 200 emaili, kopie polaczen na skypie pomimo, ze bylismy daleka od siebie tylko przez kilka tygodni 4+2+4 w ciagu prawie 18 miesiecy znajomosci , kilkadziesiat zdjec z opisami etc). Moja pierwsza aplikacja miala blisko 1000 stron i byla gdzies na 20cm gruba. Nikt nie zaprosil mnie na rozmowe, nie bylam pytana o dodatkowe dokumenty… Wypelnienie formularzy i zebranie dokumentow bylo zmudne, ale nie trudne.

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane