Niebieskie Sydney i czerwone Brisbane, czyli State of Origin

0

Australijczycy uwielbiają sport – uprawiać i oglądać. Jednym z ulubionych sportów jest rugby. Co roku tłumy gromadzą się na stadionach, w pubach, przed telewizorami, wszędzie gdzie się da, aby obejrzeć State of Origin. Bilety na rozgrywki wykupione są na długo przed meczami.

11639246_10204524292930942_51500008_o

Koszulka klubowa w kolorze maroon (czerwony/ kasztanowy)

State of Origin – o co chodzi?

State of Origin to 3 mecze NRL– National Rugby League rozgrywane pomiędzy stanem Queensland i Nowa Południowa Walią. Zawodnicy QLD nazywani się czerwonymi (bardziej kolor kasztanowy) ‘Maroons’ a NSW niebieskimi ‘Blues’. W takie kolory ubierają się również fani danych drużyn. W pracy i na ulicach Brisbane w dzień meczu wiele osób ubiera koszulki klubowe albo elementy w kolorze czerwonym. Założę się, że w Sydney w dniu meczu przeważa kolor niebieski. Wspomniałam o Brisbane i Sydney, ponieważ są to stolice wyżej wymienionych stanów, ale kolor czerwony i niebieski można znaleźć na obszarze całego stanu. Oczywiście wygrywa drużyna, która wygra więcej meczy.

IMG_4850

IMG_4846

Każda drużyna składa się z 17 zawodników, z czego 13 jest na boisku i 4 na ławce rezerwowych. Zawodnicy rugby raczej są ‘więksi’ i nie wyglądają jak typowi sportowcy – szczupli z wyrzeźbionym ciałem. Ci chłopcy są po prostu wielcy. W rugby chodzi o to, żeby z jajowatą piłką przepchać się na stronę przeciwnika i położyć ją na ziemi za wyznaczoną linią. W momencie przyłożenia piłki na ziemię zawodnik musi trzymać piłkę w ręcę, nie może jej po prostu rzucić. Z piłką można biec w każdą stronę, kopać do przodu i rzucać ją tylko do tyłu. Za każde przyłożenie piłki na wyznaczonym polu drużyna dostaje po 4 punkty. Dodatkowo może zdobyć kolejne 2 punkty, gdy zawodnikowi uda się kopnąć piłkę między bramki.

Pierwsza gra miała miejsce w 1980 i wygrał stan QLD. Od 2006 do 2013 roku QLD wygrywało State of Origin, aż do 2014 kiedy tytuł mistrza zdobyło NSW. Mecz jest podzielony na 2 połówki, z której każda trwa 40 minut.

Kilka razy oglądałam mecz, ale jak dla mnie to jest jedna wielka bitwa. Zawodnicy pchają się, rzucają na siebie, powalają na ziemię, prawie wydłubują sobie oczy. Podobno teraz już nie grają tak agresywnie jak kiedyś. Jeden z zawodników zasłynął ze szczególnie unikatowego planu ataku – atakując przeciwnika wkładał im palce do… pupy 🙂 .

 

0

Facebook - Komentarze

Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane