Nimbin – kolorowa wioska widmo

0

Nimbin – wioska widmo w Nowej Południowej Walii. Nimbim znajduje się 70 kilometrów od Byron Bay na kompletnym odludziu! Droga do Nimbin wiedzie przez obszary górzyste, gdzie prawie nic nie ma. Pojechałam tam kilka lat temu. Droga się dłużyła, była coraz węższa i gorsza. Po drodze mijaliśmy kilka domów, mówiliśmy do siebie, że musieliśmy zabłądzić. Im dalej jechaliśmy, tym mniej cywilizacji. Aż zauważyliśmy znak, Nimbim w lewo. No to jedziemy. GPS zaczął działać i pokazuje Nimbin za 1 kilometr, a dookoła same góry i pola. Nimbin centrum za 200 metrów a dookoła ciągle pustkowie. ‘Dotarłeś do celu’ – wskazuje GPS. Faktycznie, jest kilka zaniedbanych budyneczków.

ssssss

a

Niepewnie wjechaliśmy na główną ulicę. Przez Nimbin przejeżdżają tylko dwie ulice, z czego jedna to główna a druga to dojazdowa.

Zaparkowaliśmy na końcu głównej ulicy i wyruszyliśmy na zwiedzanie. Nimbin to taki mały Amsterdam. Dane z 2008 wskazują, że Nimbin liczyło aż 352 mieszkańców. Wydaje mi się, że około 99% z nich jest na używkach. Musieliśmy wyglądać jak typowi turyści, każdy na nas patrzył i do nas podchodził. Zaraz po wyjściu z samochodu poszedł do nas hipis, który zapytał: Chcecie zioło, ciasteczka, cokolwiek? Serdecznie podziękowaliśmy i weszliśmy do coffee shop’u.

f

Chyba nigdy nie zapomnę widoku młodej dziewczyny, ładnej blondynki siedzącej na kanapie. Po wejściu do sklepu przywitaliśmy się. Dziewczyna ledwie przytomna odpowiedziała ‘hi’ – cześć. Przed wejściem gromadziły się tłumy, każdy miał jakieś takie dziwne oczy, spowolnione ruchy, kawę w ręku i skręta w drugiej.

Idziemy dalej. Mijamy kolejne grupki ludzi. Od razu podbiega do nas kobieta około pięćdziesiątki wyglądająca jak czarownica. Po drugiej stronie ulicy idzie patrol policji a ona podaje nam ciasteczka. Idziemy dalej.

fff

 

gtghh

Przechodzimy jeszcze kilka metrów i koniec miasteczka. Wracamy drugą stroną ulicy. Na chodnikach siedzą nieprzytomni ludzie. Oglądamy witryny kolorowych sklepików, w których można znaleźć wszystko, co w większości krajach jest zabronione – marihuanę. Z resztą tak jak w całej Australii. Ale w Nimbin jakimś sposobem można kupić marihuanę w każdej postaci, plus akcesoria potrzebne do jej spożycia.

Rzeczą, która mnie zaciekawiła w Nimbin to wszędzie unoszący się zapach marihuany, ludzie ze skrętami w ręku i patrole policji przechadzającymi się między nimi. Wycieczka na pewno interesująca, warto zobaczyć jak funkcjonuje mała wioska, w której każdy jest na używkach.  Hipisi żyją sobie własnym życiem, na luzie, kwiaty we włosach, kolorowe ubrania i te sprawy. Nimbin jest miejscem odwiedzanym przez turystów i plecakowiczów. Mieszkańcy raz do roku organizują MardiGrass festiwal.

lll

Zapomniałam dodać, że spożywanie alkoholu w miejscach publicznych w Nimbin jest zabronione.

Co powiecie? 🙂

0

Facebook - Komentarze

Zostaw komentarz

  • subskrybuj



  • Najczęściej komentowane